czwartek, 29 grudnia 2016

NIE MAM PLANÓW, MAM POMYSŁY


Witajcie po raz ostatni w 2016 roku :) Mimo, że właśnie dobiega on końca, nie znajdziecie u mnie na blogu podsumowania roku. A to dlatego, że w realu (na żywo? prywatnie? nie wiem jak nazwać pozablogową rzeczywistość, bo blog to w sumie jednak część mnie) takiego podsumowania również nie robię. Owszem, wiem co w tym roku było fajne i często do miłych chwil tak po prostu wracam myślami. Były też mniej różowe momenty, ale po co mam je rozpamiętywać? Co było to było i się nie odstanie, wnioski z różnych wydarzeń już wyciągnęłam.

Zdecydowanie wolę patrzeć w przód, w przyszłość. Nie mam jednak w zwyczaju tworzenia listy postanowień noworocznych. Byłoby to dla mnie sztuczne. Jeśli chcę coś zmienić, uważam, że każdy moment jest dobry by zacząć. Wystarczy postanowić. Szanuję każdego, kto ma inne podejście do tematu i dla kogo postanowienia noworoczne są ważne. Na mnie to po prostu nie działa ;)

O czym zatem jest ten post?

Postanowiłam się z Wami podzielić moją filozofią życiową (jednym punktów;), która przyświeca mi już od wielu lat – nie mieć planów, mieć pomysły. Dlaczego tak?

Bardzo nie lubię planować, zwłaszcza jeśli chodzi o plany długoterminowe. Mam wtedy wrażenie, że jeśli coś jest zaplanowane to znaczy, że zostało wpisane sztywno w grafik. Przywiązuję się wtedy bardzo do takiej myśli, wyobrażam sobie jak to będzie, a gdy coś nie wypala, wtedy jest mi przykro. Czasem jest jeszcze gorzej – jak coś fajnego zaplanuję z dużym wyprzedzeniem, mam obawy, że coś mi przeszkodzi w realizacji planu. (Oczywiście nie dotyczy to spraw zawodowych, gdzie planowanie jest podstawą.)

Dlatego zdecydowanie wolę mieć pomysły – czyli plany, ale bez terminu wykonania. Właściwie uwielbiam mieć mnóstwo pomysłów :) Wtedy mam poczucie, że tyle ciekawych rzeczy jest do zrobienia i że nigdy nie będę się nudzić. Potrafię tak zorganizować swój czas, żeby nagle okazało się, że właśnie jest moment na realizację któregoś z pomysłów.

Jakie są więc moje pomysły na najbliższy (a może następny?) rok?

Wybrać się na kolejną ciekawą wyprawę rowerową całą rodziną.
Zacząć szydełkować.
Rozwinąć jeszcze bardziej jedną z gałęzi mojego biznesu, w którą ostatnio mocno się wkręciłam.
Nauczyć się jazdy na nartach telemarkiem.
Zacząć kolejny kierunek studiów.
Podszlifować języki obce, które już znam.

I wiele wiele innych rzeczy... ;)

Ale tak a prawdę wystarczy mi, jeśli w nowym roku będę mieć dalej tyle czasu ile mam dla mojego dziecka i męża oraz nadal będę mogła realizować się zawodowo. Reszta może być niespodzianką ;)

Życzę Wam abyście w nadchodzący rok weszli z energią i optymizmem!


Monika

wtorek, 27 grudnia 2016

DOMOWA APTECZKA: KURKUMA


Od jakiegoś czasu na stałe zagościła u nas w domowej apteczce kurkuma. Mogę śmiało powiedzieć (zwłaszcza pisząc ten post pod koniec grudnia), że jest to nasze odkrycie roku :) Oczywiście znałam tę przyprawę od dawna, właściwie od zawsze. Jeszcze gdy byłam małym dzieckiem moja mama stosowała ją zainspirowana kuchnią orientalną – przywiozła z Indii spore zapasy, które ma do teraz(!). Ja również dodawałam od czasu do czasu do potraw, głównie w postaci curry (kurkuma to jeden ze składników tej przyprawy).

W tym roku brałam udział w wykładzie, podczas którego zwrócono uwagę na prozdrowotne działanie kurkumy, a dokładniej zawartej w niej substancji zwanej kurkuminą. Zainspirowana wykładem na stałe włączyłam kurkumę do naszej diety – profilaktycznie. Gdy wczesną jesienią poczułam pierwsze objawy przeziębienia, przyszedł czas na lecznicze wykorzystanie przyprawy. Z powodzeniem :) Bomba uderzeniowa w postaci napoju na bazie kurkumy oraz czosnku z tymiankiem zdusiła chorobę w zarodku. Od tego czasu jestem wielką propagatorką tego specyfiku – połowa mojej rodziny już się nim leczy bądź stosuje profilaktycznie.

Właściwości kurkumy

Ostryż długi, zwany również kurkumą, to roślina, która naturalnie występuje w Indiach. W tamtejszej medycynie uważana jest za środek o działaniu przeciwzapalnym, przeciwbólowym, przeciwwirusowym, przeciwbakteryjnym oraz przeciwgrzybiczym. Ponadto kurkumina posiada również właściwości antynowotworowe – spowalnia, a nawet całkowicie hamuje rozwój komórek nowotworowych. Dodatkowo wspomaga metabolizm i zapobiega odkładaniu się tkanki tłuszczowej. Kurkuma również korzystnie wpływa na układ krwionośny, układ nerwowy oraz wspomaga pracę wątroby.

Kurkumę możemy stosować gdy:
  • chcemy wzmocnić odporność,
  • zwalczamy różnego rodzaju infekcje,
  • mamy problem z zasypianiem,
  • mamy jakiegokolwiek  rodzaju stany zapalne w organizmie, szczególnie gdy towarzyszy im ból (np. reumatoidalne zapalenie stawów),
  • w profilaktyce przeciwnowotworowej oraz chorobie nowotworowej,
  • jako wspomaganie odchudzania,
  • podczas silnych bóli menstruacyjnych.

Jak stosuję kurkumę?

Profilaktycznie - dodaję kurkumę do różnych dań – zup, mięs, sałatek, ciast (nadaje złoty kolor). Staram się, aby był to mój nawyk – przynajmniej szczypta kurkumy dziennie. Leczniczo – przygotowuję napój na bazie kurkumy, tzw. złote mleko (przepis niebawem na blogu).

Ważne jest, aby spożywać kurkumę w towarzystwie tłuszczów (lepsze rozpuszczanie) oraz czarnego pieprzu (znacznie wpływa na zwiększenie przyswajalności kurkuminy). Kurkuma nie powinna być zwietrzała i najlepiej jeśli pochodzi z upraw ekologicznych (z oznaczeniem BIO).

Na zdrowie! :)


czwartek, 22 grudnia 2016

ODE MNIE DLA WAS


Niby jeszcze przedświątecznie, ale u mnie już jutro zaczyna się czas Świąt. Pierniczki i ciasta popieczone, inne dania przygotowane, porządek jako tako (lepiej nie będzie ;P)... Wszystko tak na szybko, bo w piątek rano jedziemy już do moich rodziców. W związku z tym, że nie będę w najbliższych dniach zaglądać na bloga (w Święta robimy sobie odpoczynek od ekranów i komputer zostaje w domu ;) składam Wam już teraz życzenia:

Kochani, życzę Wam wiele radości, pięknych spotkań i rodzinnego ciepła w nadchodzące Święta Bożego Narodzenia! Niech będą dla Was źródłem sił i energii na długi czas :)

Monika            

Do zobaczenia po Świętach!


sobota, 17 grudnia 2016

ZAKŁADAM FIRMĘ #2 - ODPOWIEDNI MOMENT


Serię artykułów Zakładam firmę kieruję zarówno do Mam (młodych oraz tych z większym stażem), jak i do osób planujących dziecko. Będą tu także porady, które tak naprawdę mogą przydać się każdemu, kto planuje założyć własną firmę. Nie skończyłam studiów ekonomicznych, czy innych związanych z zarządzaniem firmą. Artykuły powstał na podstawie własnych doświadczeń w prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej. Patrząc na rozwój firmy z perspektywy czasu, widzę co było dobre, a co można było zrobić inaczej.

***

Poprzednia dwa biznesowe artykuły poświęciłam wadom i zaletom prowadzenia własnej działalności gospodarczej oraz pomysłowi na firmę. Kolejną kwestią, którą należy rozważyć zanim założymy firmę, jest wybranie odpowiedniego momentu. Czasem warto przyspieszyć swoje działania, innym razem lepiej uzbroić się w cierpliwość i poczekać na lepszy moment. W tym drugim przypadku czas oczekiwania nie musi być czasem straconym – można go wykorzystać na przygotowania.

Co zatem należy wziąć pod uwagę ustalając datę otwarcia firmy?

  1. Opieka nad dzieckiem
Prowadzenie własnej firmy, zwłaszcza na początku (pierwsze 2-3 lata), zajmuje bardzo dużo czasu. Nasze działania są wtedy zintensyfikowane, aby maksymalnie skrócić okres, w którym firma na siebie i na nas nie zarabia. W związku z tym trzeba się zastanowić, czy mając pod opieką malutkie dziecko możemy i chcemy poświęcić czas i myśli na sprawy biznesowe. Czy godziny, w których dziecko jest w żłobku czy przedszkolu wystarczą nam na pracę? Jeśli nie chcemy jeszcze posyłać malucha do jakiejkolwiek placówki opiekuńczo-edukacyjnej, to czy stać nas na nianię? Jeżeli nie niania, to czy dzieckiem może opiekować się babcia?

Nie myślmy, że to koniec marzeń o własnej firmie, jeśli w danej chwili nie jesteśmy w stanie pogodzić opieki nad dzieckiem i pracy. Gdy jesteśmy zdeterminowani, nawet kilkuletni poślizg nie wpłynie negatywnie na powodzenie naszej firmy. Wybierając dobry moment, będziemy przecież mogli w pełni skupić się na naszym pomyśle – to da nam satysfakcję i przybliży do sukcesu.

  1. Zasiłek macierzyński
Jeśli myślisz o własnej firmie, nie jesteś jeszcze mamą albo w najbliższej przyszłości zamierzasz zostać nią po raz kolejny – możesz tak zaplanować otwarcie działalności, aby w pełni skorzystać z przysługującego Ci zasiłku macierzyńskiego. Podczas pierwszych dwóch lat działalności gospodarczej przysługują przedsiębiorcom preferencyjne stawki składek ZUS. Jest to bardzo korzystne, ponieważ w niepewnym dla firmy okresie obniża stałe koszty jej prowadzenia. Niestety opłacanie preferencyjnych składek jest równoznaczne z otrzymywaniem niskiego zasiłku macierzyńskiego. Wyższy zasiłek dostaniemy dopiero po przejściu na normalną składkę ZUS, ale i wtedy niekoniecznie zasiłek macierzyński będzie wysoki. Dopiero po minimum rocznym opłacaniu pełnych składek ubezpieczenia chorobowego możemy liczyć na wyższy zasiłek macierzyński. Tak więc z punktu widzenia biznesowego warto zaplanować potomstwo dopiero po 3 latach prowadzenia firmy ;)

  1. Pierwsze zlecenia
Gdy kwestię potomstwa i zasiłków mamy już przemyślaną i zapadła decyzja o otwarciu firmy, nadal nie spieszmy się z rejestracją działalności gospodarczej. Wyobraź sobie, że otwierasz firmę i dopiero rozpoczynasz działania promocyjne, Twoja marka zaczyna być ledwo rozpoznawalna po trzech miesiącach, a pierwszego klienta masz po pół roku. Do tego czasu zdążyłaś opłacić 6 składek ZUS niczego nie zarabiając. Są to niestety pieniądze zmarnowane.
Tak więc jeśli profil naszej działalności na to pozwala, poczekajmy z rejestracją firmy do pierwszego zlecenia.

Mam nadzieję, że te kilka porad okazało się dla Ciebie przydatnych :) Czasem jesteśmy tak entuzjastycznie nastawieni do swojego pomysłu, że chcemy go realizować od zaraz. Wydaje nam się, ze nasz zapał i energia wystarczą, aby odnieść sukces. Prowadzenie firmy to jednak również znajomość zasad świata biznesu i umiejętne ich wykorzystanie pod kątem własnego przedsięwzięcia.

Życzę Ci powodzenia :)

PS. Mama Atopika zwróciła uwagę na jeszcze jedną kwestię, którą należy wziąć pod uwagę przy zakładaniu firmy - różnego rodzaju dofinansowania, które zazwyczaj mają ściśle określone terminy składania wniosków, rozpatrywania, a następnie ich realizacji. W takim przypadku należy przeprowadzić kalkulację, czy opłaca nam się dostosować termin otwarcia firmy do terminów narzuconych przez daną instytucję. Jeśli tak, przyspieszamy lub opóźniamy nasze działania :)


czwartek, 8 grudnia 2016

RODZIC POTRAFI – PRZYCZEPKA ROWEROWA W WERSJI ZIMOWEJ

W tym poście trochę się pochwalę, bo myślę, że nieźle nam to wyszło ;) Od roku o tym myśleliśmy, ale w zeszłym sezonie zimowym pomysł nie został zrealizowany z racji braku śniegu. Tak więc teraz gdy tylko porządnie sypnęło, zabraliśmy się do roboty – przerobiliśmy przyczepkę rowerową na narciarską. Głównym konstruktorem wehikułu jest mąż.


Przyczepka rowerowa, którą posiadamy jest wspaniałym pojazdem - ma wszystko, co jest nam potrzebne (amortyzator, rozkładane siedzenia, wersję spacerową, folię UV i przystępną cenę). Niestety firma nie robi wersji zimowej, którą czasem oferuje konkurencja. Postanowiliśmy nie rezygnować z zakupu tylko z tego powodu i doszliśmy do wniosku, że sami przerobimy pojazd zgodnie z naszymi potrzebami.

Do kół przyczepiliśmy stare dziecięce narty, mąż skonstruował dyszel i sam zaprzągł się do wozu. Inauguracja pojazdu odbyła się w weekend. W sobotę wybraliśmy się na biegówki w okolicach domu, natomiast w niedzielę na skitury do Doliny Kościeliskiej. Nasz maluch był zachwycony – szczególnie podobały mu się zjazdy i możliwość ścigania się z mamą. Efekt był taki, że po kilkugodzinnej wędrówce trudno było go wyciągnąć z przyczepki i wrócić do domu.

Zachęceni sukcesem, następnego dnia zaplanowaliśmy nieco ambitniejszą trasę – do schroniska Murowaniec na Hali Gąsienicowej. Jej trudność była odczuwalna najbardziej dla męża podczas podejścia, ponieważ musiał wciągnąć 25-cio kilogramowy bagaż kilkaset metrów do góry. Podczas dwugodzinnego podejścia mały, miarowo bujany, smacznie spał, natomiast przy zjeździe miał dużo frajdy.

Dla osób, które mają jakiekolwiek wątpliwości – wszystko odbywa się bezpiecznie: jeździmy szerokimi łagodnie nachylonymi trasami, syn jest przypięty 5-cio punktowymi pasami, zasłonięty folią (przed pędem zimnego powietrza) i szczęśliwy ;)

Jest to dla mnie niesamowicie ważne, że po pojawieniu się na świecie dziecka nie musimy rezygnować z naszych ulubionych form spędzania czasu. I co jeszcze ważniejsze – maluch uwielbia w nich uczestniczyć! Owszem, wypady górskie, rowerowe czy narciarskie są dużo mniej ambitne (patrząc ze sportowego punktu widzenia), ale nie ma to dla nas najmniejszego znaczenia – spędzamy ten czas wspólnie pokazując małemu nasz (rodziców) świat.

Jak włączyć dziecko do swoich hobby? Stopniowo i tak, żeby maluch zawsze czuł się bezpiecznie i komfortowo. We wszystkim co robimy, trzeba uwzględnić potrzeby dziecka np. na zabawę. I najważniejsze - nic na siłę :) Jeśli nie teraz, może za kilka miesięcy będzie czas, aby znów zacząć.

Jak zawsze jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda u Was? Czy udało Wam się włączyć dzieci do ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu? Czy może dzięki dzieciom pojawiły się nowe fascynacje?

poniedziałek, 5 grudnia 2016

ZUPA CZOSNKOWA - PRZEPIS

Ostatnio pisałam o prozdrowotnych właściwościach czosnku (więcej przeczytacie tutaj). Moim ulubionym daniem z czosnkiem w roli głównej jest właśnie zupa czosnkowa, a dokładniej słowacka zupa czosnkowa (przez niektórych nazywana czeską zupą czosnkową ;). Poniżej prezentuję moją modyfikację przepisu znalezionego w internecie, tak aby jak najbardziej przypominał zupę, którą zdarza mi się dość często zamawiać u naszych południowych sąsiadów:


PS. Zupa najlepsza jest drugiego dnia, kiedy już się przegryzie :)

PPS. Marta (link do bloga tutaj) radzi, aby czosnek dodawać do potraw 5 minut przed końcem gotowania dzięki czemu zachowane będą jego wartości prozdrowotne. Jeśli przygotowujemy zupę w ramach kuracji można zatem skrócić czas smażenia i gotowania do 5 minut. 

piątek, 2 grudnia 2016

DOMOWA APTECZKA: CZOSNEK – NATURALNY ANTYBIOTYK


Cóż, chyba nic nowego nie napiszę, jeśli przypomnę, że właśnie rozpoczął się sezon grypowy. Zewsząd słyszę jak raz po raz dopada kogoś jakieś choróbsko. My póki co trzymamy się całkiem nieźle, skończyło się na razie na lekkim katarku (dziecko) i początku przeziębienia (u mnie). W takich sytuacjach od razu wyciągam naszą pierwszą broń, czyli czosnek :)

Właściwości zdrowotne czosnku znane były już w starożytności – zauważono, że osoby spożywające go regularnie są bardziej odporne na infekcje. W wielu miejscach czosnek był uważany za substancję o najsilniejszym znanym działaniu leczniczym. Czosnek (a dokładniej znajdujące się w nim pochodne siarki) ma działanie bakteriostatyczne - hamuje rozwój mikroorganizmów. Jest więc naturalnym antybiotykiem :) 

Czosnek usprawnia także układ trawienny - poprzez poprawę pracy jelit, zapobiega wzdęciom. Z tego względu warto dodawać go do różnych potraw, zwłaszcza tych ciężkostrawnych. Ponadto niszczy pasożyty w naszym układzie pokarmowym. Problem pasożytów dotyczy właściwie każdego, tak więc warto choćby z tego powodu włączyć czosnek do diety. W tym przypadku najlepiej aby nie był poddawany obróbce termicznej. 

Do tego korzystnie działa na nasz układ krwionośny - wspomaga krążenie (poprawia przepływ krwi), zapobiega miażdżycy i obniża ciśnienie. Czosnek wykazuje również działanie antynowotworowe.

Ostatnio przeczytałam, że czosnek może być stosowany również w przypadku bólu zęba! Oczywiście nie zastąpi wizyty u dentysty, ale pomoże do niej dotrwać na przykład gdy ból zęba złapie nas wieczorem, i do lekarza możemy się wybrać dopiero następnego dnia. Należy wtedy ząbek czosnku przekroić na pół i wcierać w bolący ząb i okolice.

W naszej rodzinie czosnek regularnie ląduje na talerzu, zwykle jako dodatek do różnych potraw. Kiedy jednak widzę u siebie lub u kogoś w rodzinie pierwsze objawy przeziębienia, grypy czy innej podobnej infekcji serwuję bombę czosnkową na dwa sposoby :)

1. ZUPA CZOSNKOWA
Zupa czosnkowa to w naszej rodzinie prawdziwy hit! Uwielbiamy czosnek, łącznie z naszym 16-miesięcznym szkrabem, tak więc terapia czosnkiem jest dla nas czystą przyjemnością. Pierwsze co robię, gdy czuję zbliżające się choróbsko – gotuję wielki gar zupy czosnkowej (jemy ją potem przez 3 dni;). Często bywam na Słowacji i jeśli tylko mam okazję, zamawiam tam zupę czosnkową - najlepszą jaką znam. Znalazłam więc na nią przepis, wprowadziłam pewne modyfikacje i dodałam do domowego jadłospisu :) Przepis na zupę znajdziecie tutaj.

2. CZOSNEK W KAPSUŁKACH
Czosnek po 4 miesiącach od momentu zerwania niestety traci swoje właściwości w dość dużym stopniu. Oznacza to, że tak naprawdę jego skuteczność jest największa najwyżej do wczesnej jesieni. Potem można się cieszyć głównie jego walorami smakowymi. Z tego względu późną jesienią, zimą oraz wiosną zażywamy czosnek w kapsułkach. Ponadto kupowany przez nas czosnek ma podwójną osłonkę i rozpuszcza się dopiero w jelicie cienkim – nie powoduje nieprzyjemnego zapachu. Taki mały bajer :) (dla mnie akurat szczególnie ważny, ponieważ w pracy nie powinnam sobie pozwolić na efekty zapachowe ;). Dodatkowo taki czosnek ma wyciąg z tymianku, który oczyszcza drogi oddechowe ze śluzu i zanieczyszczeń, czyli mamy 2w1. Jedynym słabym punktem czosnku podawanego w tej formie, jest to, że małe dziecko nie może go zażywać.

A jak to wygląda u Was? Leczycie się czosnkiem? Wasze dzieci go lubią? Może macie jakieś przepisy na zaserwowanie czosnkowej bomby? :)

środa, 30 listopada 2016

ZAKŁADAM FIRMĘ #1 – LICZY SIĘ POMYSŁ


Serię artykułów Zakładam firmę kieruję zarówno do Mam (młodych oraz tych z większym stażem), jak i do osób planujących dziecko. Będą tu także porady, które tak naprawdę mogą przydać się każdemu, kto planuje założyć własną firmę. Nie skończyłam studiów ekonomicznych, czy innych związanych z zarządzaniem firmą. Artykuły powstał na podstawie własnych doświadczeń w prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej. Patrząc na rozwój firmy z perspektywy czasu, widzę co było dobre, a co można było zrobić inaczej.

***

Jest wiele powodów, dla których planujemy rozpocząć swój biznes. W jednym z wpisów przeanalizowałam pokrótce wady i zalety prowadzenia własnej firmy – myślę, że warto się z nimi zapoznać na początek. Jeśli decyzja została podjęta, to idziemy dalej.

Rejestracja działalności gospodarczej w obecnych czasach to chwila – nic więc prostszego jak zostać biznesmenem ;) Ale czy na pewno? Stworzenie własnej firmy, i to takiej, która odniesie sukces (przecież w ten sposób chcemy zarabiać) to szereg decyzji. Omówię tu jedną z nich.

Po pierwsze musimy wymyślić, czym nasza firma ma się zajmować. Tutaj liczy się dobry pomysł – dobry dla nas i dobry według innych. Są dwa etapy, przez które w tej kwestii powinniśmy przebrnąć, aby osiągnąć cel.

CO UMIEM?
Pierwszy to zastanowienie się nad tym, co związanego z naszymi pasjami i umiejętnościami chcielibyśmy robić. Możemy tu wykorzystać nasze hobby, wykształcenie, czy inaczej zdobyte doświadczenie. Czy to co potrafimy, możemy przełożyć na stworzenie atrakcyjnego produktu lub usługi? Jeśli będziemy w czymś dobrzy, pokażemy się jako specjaliści oraz będziemy naszą pracę wykonywać z zaangażowaniem, staniemy się dla klientów wiarygodni. W skrócie – najlepiej jest robić to co lubimy i na czym się znamy. 

CO JEST POTRZEBNE?
Drugi etap to przeanalizowanie naszego pomysłu pod kątem zapotrzebowania. Chodzi o to aby dowiedzieć się, czy nasz produkt lub usługa jest ludziom potrzebna i czy nie ma już zbyt wielu podobnych ofert. Można zrobić wywiad z rodziną i znajomymi pytając, co sądzą o naszym planie. Czasem jesteśmy tak zafiksowani na punkcie własnego pomysłu, że nie potrafimy popatrzeć na niego krytycznie. Nie bójmy się więc rozmowy z innymi i ewentualnego braku aprobaty – konstruktywna krytyka przyniesie nam wiele dobrego. 

Ponadto warto też przeglądnąć internet, poszukać konkurencji, spróbować ocenić czy rynek jest już nasycony. Paradoksalnie, obecność wielu podobnych firm może świadczyć o tym, że to co oferują jest potrzebne. Jeśli jednak wydaje się, że takich firm jest za dużo, nie rezygnujmy od razu z naszego pomysłu – może uda się go zmodyfikować, aby zyskał na oryginalności?

Do tematu można podejść również odwrotnie - na początku pomyślmy, czego w naszym otoczeniu brakuje? Być może jako mamy, zauważyłyśmy, że w naszej miejscowości brakuje czegoś przydatnego mamom lub ich dzieciom. Czy jestem w stanie to ludziom dać? Oczywiście możemy tu wybrać coś całkowicie dla nas abstrakcyjnego, czym chcielibyśmy się zająć. Prawdopodobnie wydłuży to naszą drogę do sukcesu, ale nie jest niemożliwe :)

W moim przypadku po dwóch latach działalności zmieniłam profil firmy. Być może na początku nie spojrzałam na swój pomysł z odpowiedniego dystansu. Nie uważam tych dwóch lat za czas stracony – na pewno zdobyłam wiele doświadczenia. Można jednak było od razu pójść dobrą drogą. Najważniejsze jest dla mnie, że cały czas robię to, co lubię. I wierzę w to co robię. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. 

Poniżej znajdziesz listę pytań, które pomogą sprecyzować pomysł na firmę.



Jeśli masz jakieś wątpliwości, uwagi lub chcesz się po prostu podzielić własnym doświadczeniem, napisz w komentarzu lub skontaktuj się ze mną osobiście.

poniedziałek, 28 listopada 2016

CZY DAWAĆ DZIECKU TABLET DO ZABAWY?


Znam półtoraroczne dzieci, które potrafią sobie same włączyć bajkę z youtube na telefonie. Część znajomych puszcza malutkim dzieciom bajki na tablecie podczas podróży. Rodzice argumentują to różnie: ogląda bajki po angielsku i już w wieku 2 lat rozumie słowa w innym języku albo telefony i tablety to norma, codzienność, nie uciekniemy od tego tak więc dziecko powinno się przyzwyczajać lub też po prostu w ten sposób mogę zająć dziecko na chwilę i coś porobić. To są słowa, które samej zdarzało mi się słyszeć.

Są też tacy, którzy postanowili, że ekranów nie będzie lub owszem, ale później. Do tej grupy zaliczamy się my :) W decyzji utwierdziła nas kapania społeczna Mama, tata, tablet (więcej informacji znajdziecie na stronie mamatatatablet.pl – gorąco polecam!). Ponadto rozmawiam często z rodzicami i nauczycielami o dzieciach w wieku szkolnym i przyznam, że jestem trochę przerażona – na przerwach między lekcjami bywa, że nie ma już trudnego do wytrzymania gwaru, dzieci siedzą obok siebie na korytarzu i rozmawiają poprzez różnego rodzaju komunikatory. Ktoś też opisał w internecie sytuację, gdy do autobusu komunikacji miejskiej wsiadła klasa z podstawówki. Po wejściu, każdy wyciągnął telefon i coś na nim robił, nikt nie rozmawiał. Mogłabym wymieniać mnóstwo przykładów, ale myślę, że jak się zastanowicie, sami takie znajdziecie.

Postanowiliśmy, że póki co nasze dziecko (16 miesięcy) nie ma styczności z ekranami. Nie jest to decyzja na zawsze, uważam że każda skrajność nie jest dobra. Będziemy obserwować młodego i kiedy uznamy za słuszne zdecydujemy się na jakieś zmiany. Ponieważ dzieci uczą się przez obserwację i naśladowanie, nie chcemy również żeby nasz maluch widział zamiast żywych ludzi mamę i tatę – ekrany, tak więc w obecności dziecka ograniczamy użycie tabletów i telefonów do minimum. W naszym przypadku jest to trudne, gdyż przez dużą część czasu pracujemy w domu korzystając z komputerów i urządzeń mobilnych. Myślę jednak, że idzie nam to całkiem nieźle ;) Telewizji nie mamy, więc jeden problematyczny ekran nam odpada ;)

Co więc dawać dziecku zamiast smartfona lub tableta? Jak je zająć? Cóż, moim zdanie poprostu dać mu siebie, swój czas, rozmowę :) Ekrany stały się popularne w ostatnich kilkudziesięciu latach, a dawniej przecież też wychowywało się dzieci. Wspaniałą alternatywą są książki. Wierzcie mi, niektóre wciągają bardziej niż niejedna gra komputerowa. Gry planszowe, puzzle, klocki lego - to propozycja dla nieco starszych dzieci. 

Poruszyłam ten temat na blogu, ponieważ wydaje mi się ważny zarówno z wychowawczego punktu widzenia, jak i organizacji pracy. Jak ograniczenie korzystania z ekranów pogodzić z pracą w domu? To już bardzo indywidualna sprawa. Jako mama pracująca, blogująca i mająca pracującego męża, mogę tylko powiedzieć, że się da. 

Uważam jednak, że z punktu widzenia rodzica temat jest naprawdę trudny. Ciekawa więc jestem jakie są Wasze doświadczenia z wszelkiego typu ekranami? Jak reagują dzieci w różnym wieku? Jakie są Wasze zasady w tym temacie? 

piątek, 25 listopada 2016

WŁASNA DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZA – ZALETY I WADY


Jeśli po urodzeniu dziecka chcesz wrócić do pracy, ale wiesz już, że praca na etat w Twoim przypadku nie wchodzi w grę, możesz rozważyć jeden z innych scenariuszy – założenie własnej działalności gospodarczej. Na podstawie osobiście zdobytych doświadczeń przedstawię dziś jakie są zalety i wady prowadzenia swojej firmy. Te pierwsze mogą być dość oczywiste i to one inspirują nas do wybrania tej drogi kariery zawodowej. Nie należy jednak zapominać o drugiej stronie medalu, aby potem nie było niemiłego zaskoczenia.

ZALETY

1. Niezależność
To argument, który dla wielu osób jest kluczowy – tzw. praca na swoim. Zakładając własną firmę uniezależniamy się od pracodawcy. Jest to bardzo ważne dla tych, którzy mają złe doświadczenia ze swoimi przełożonymi. Mając własną firmę, to przede wszystkim my tworzymy w niej atmosferę. Ponadto sami zarządzamy jej przychodami.

Założenie własnej działalności może mieć szczególnie duże znaczenie dla mam przyszłych i obecnych. Niestety ciężarne czy młode mężatki, gdzie ryzyko zajścia w ciążę jest wysokie, często nie są mile widziane w firmie. W związku z tym mogą mieć problem ze znalezieniem pracy lub utrzymaniem stanowiska. Nie ma pewności, czy po powrocie z urlopu macierzyńskiego posada będzie dalej czekać.

2. Realizacja własnego pomysłu.
Prowadzenie swojego biznesu to nic innego jak wcielanie w życie własnego pomysłu. Nie chodzi mi jedynie o wymyślenie, czym zajmie się firma, ale również jak będzie funkcjonować. Nawet jeśli będziemy sprzedawać dokładnie to co inni, lub skorzystamy z wypróbowanych szablonów w kwestii reklamy – to od nas zależy jak te i inne elementy połączymy w jedną całość. Dzięki temu możemy zrobić coś lepiej od konkurencji, a na pewno mamy możliwość spróbować.

3. Elastyczne godziny pracy
Prowadząc własną firmę to my ustalamy kiedy pracujemy. Jeśli profil firmy na to pozwala, możemy pracować o dowolnych godzinach. Myślę, że to ważny argument dla mam. Dziecko śpi czy jest w przedszkolu – pracujemy. Jeśli jednego dnia przysiądziemy więcej, to następnego możemy mieć więcej luzu. Gdy maluch choruje, możemy pracę przełożyć i zająć się opieką.

4. Możliwość rozwoju
Prowadzenie własnej firmy daje nieograniczone możliwości rozwoju, dzięki temu, że sami decydujemy w jakim kierunku firma ewoluuje. Ponadto często jesteśmy zmuszeni zdobywać nowe umiejętności, zwłaszcza jeśli postanowiliśmy ograniczyć wydatki. Okazuje się, że nagle zostajemy specjalistami od marketingu, księgowości i wielu innych dziedzin.

WADY

1. Inwestycja na start
Założenie firmy właściwie zawsze wiąże się na początku z szeregiem inwestycji – lokal, wyposażenie, materiały biurowe, strona internetowa, porady prawne i inne. Dla wielu osób może to stanowić dużą przeszkodę w założeniu firmy. Należy również pamiętać, że część kosztów będziemy ponosić na stałe, z miesiąca na miesiąc (np. ZUS, abonamenty, czynsz, pensja dla pracowników). Trzeba mieć więc zapewnione fundusze na ich pokrycie w czasie, gdy firma nie będzie jeszcze przynosić dochodu.

2. Niepewność dochodu
Prowadząc własną działalność nie mamy stałego dochodu, tak jak jest to w przypadku gdy pracujemy na etacie. Raz zleceń będzie więcej, raz mniej, a czasem nie będzie ich wcale. Wysokość zarobków nie jest stała, bywa więc że trudno jest czynić dalekosiężne plany. Może być to szczególnie ciężkie, jeśli w ten sposób utrzymujemy całą rodzinę.

3. Odpowiedzialność
Prowadząc firmę owszem, jesteśmy niezależni, ale również i cała odpowiedzialność spoczywa na nas. Musimy pamiętać o wszystkim, co wiąże się z funkcjonowaniem naszej firmy, a bezpośrednie konsekwencje błędów ponosimy sami.

4. Czasochłonność
Przed rozpoczęciem własnej działalności przeczytałam, że pierwsze lata funkcjonowania firmy są właściwie wyjęte z życiorysu. Z mojego punktu widzenia było w tym stwierdzeniu trochę przesady, ale też i sporo prawdy. Zanim biznes się rozkręci (zdarza się, że zajmuje to wiele miesięcy, a nawet lat) poświęcamy mu ogrom czasu i myśli. Nawet kiedy nie pracujemy, bywa że podświadomie jesteśmy skoncentrowani na firmie. Również później, gdy firma osiągnie pewną stabilność, potrzeba dużo samokontroli, aby nie stać się pracoholikiem. Jest to szczególnie istotne, jeśli pracujemy w domu.


Jeżeli po przeczytaniu tego posta wiesz już, że chcesz założyć swoją firmę – trzymam kciuki za realizację pomysłu! Zapraszam do regularnego śledzenia mojego bloga, co pewien czas będę publikować artykuły, które mogą Ci się przydać.

Gdy stwierdziłaś jednak, że własna działalność gospodarcza nie jest dla Ciebie, nie martw się, nie oznacza to rezygnacji z życia zawodowego – są jeszcze inne możliwości. O tym również napiszę kilka słów.


Jeśli macie pytania już teraz, piszcie na maila: mamanastarcie@gmail.com


czwartek, 24 listopada 2016

POZWÓLMY DZIECIOM OBSERWOWAĆ ŚWIAT


Moje dziecko uwielbia obserwować świat.
Uważnie patrzy na moje usta, kiedy dla zabawy wymawiam dziwne dźwięki lub wypowiadam nowe słowo. Przygląda się z zaciekawieniem jak opróżniam zmywarkę. Podbiega do parapetu, kiedy tylko słyszy dzwonki i beczenie idących na pastwisko owiec i czeka, aż je tata podniesie, żeby móc na nie zerknąć. Jak zahipnotyzowane obserwuje dziadka, który muruje piwnicę. Moje dziecko nie potrzebuje tysiąca skomplikowanych, hałasujących, kolorowych zabawek, żeby zająć się sobą przez godzinę. Jeśli jest znudzone zabawą samemu lub ze mną, wystarczy wyjść do ogródka czy lasu i całe znużenie znika w oka mgnieniu.
Moje dziecko uwielbia obserwować świat.

Kilka miesięcy temu przeczytałam ciekawą historię podróżniczki, która odwiedzała wioski zamieszkałe przez plemiona Indian. Zaskoczyło ją, że nie słychać tam płaczu niemowląt, a starsze dzieci nie krzyczą, ani nie buntują się w stosunku do dorosłych. Nie jest to jednak wynikiem autorytarnego podejścia do wychowania. Po dłuższej obserwacji jej wnioski były takie: indiańskie dzieci od maleńkości uczestniczą w życiu całego plemienia, przyglądają się codziennym czynnościom, a gdy są starsze mają swoje obowiązki. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, po prostu każdy zna swoje miejsce, gdyż od początku miał możliwość obserwowania jak zorganizowany jest najbliższy mu świat. (Zgubiłam link do tego artykułu, jeśli ktoś kojarzy, to będę wdzięczna za umieszczenie w komentarzu :).

Bardzo mi się te zasady spodobały i postanowiliśmy z mężem zacząć wcielać je w życie. Nagle okazało się, że nie muszę poświęcać dziecku stuprocentowej uwagi, a dopiero gdy zaśnie, zająć się swoimi sprawami (pracą, sprzątaniem, gotowaniem). Jak to w praktyce wygląda? Kiedy chcę zrobić obiad, pranie czy posprzątać, sadzam małego w kojcu lub foteliku, a sama zajmuję się innymi rzeczami. Utrzymuję z nim wtedy kontakt, opowiadam co robię, o coś pytam, czasem dam jakiś dorosły przedmiot do ręki. W ten sposób w tym samym momencie spędzam czas z dzieckiem, wykonuję swoje obowiązki domowe i uczę go życia. Mąż robi dokładnie to samo (bardzo ważne jest żebyśmy oboje stosowali te same zasady).

Oczywiście mały początkowo nie zawsze jest zadowolony, że odkładam go do kojca. Mówię mu wtedy wprost – Chcę teraz coś zrobić, możesz popatrzeć lub sam się pobawić. Jak skończę, razem gdzieś pójdziemy. Po chwili marudzenia młody akceptuje moją prośbę (w wyrażaniu swoich potrzeb bardzo pomogła mi książka „Nie” z miłości Jesper'a Juul'a). Staram się jednak nie nadwyrężać cierpliwości dziecka i brać pod uwagę również jego potrzeby.

Na spacery nie zabieramy zabawek (jedynie awaryjną, wyjmowaną właściwie tylko podczas kilkugodzinnych wycieczek) ani smoczka. Otaczający świat jest na tyle ciekawy, pełno w nim patyków, trawy, kałuż, samochodów, psów, samolotów na niebie, kwiatków czy innych rzeczy, że inne zabawiacze odchodzą na drugi plan. Nie ma znaczenia, czy idziemy do ogródka, lasu, w góry czy do miasta. Zawsze znajdzie się coś ciekawego :)

Tak więc pozwólmy dzieciom obserwować świat, one to lubią i tego potrzebują. My również.


A jak u Was wygląda życie małego obserwatora i jego rodziców? Jakie macie doświadczenia? :)  

poniedziałek, 21 listopada 2016

NIE TRAĆ CZASU NA CHOROWANIE, CZYLI JAK DBAĆ O ODPORNOŚĆ DZIECKA I SWOJĄ

 

Wszyscy wiemy, że chorowanie to nic przyjemnego (chyba, że to jedyny pretekst aby legalnie poleżeć dłużej w łóżku i wyluzować z byciem idealną mamą i panią domu ;). Do tego odbiera dobry nastrój, pochłania czas i generuje nieplanowane wydatki na lekarzy i leki. Chory maluch jest marudny (nie ma co mu się dziwić!) i nierzadko wymaga stuprocentowej uwagi. Chora mama zazwyczaj nie ma możliwości wykurować się w spokoju, bo praca i domowe obowiązki czekają. Warto więc infekcjom zapobiegać, dbając o odporność całej rodziny.

Oto kilka podstawowych sposobów, dzięki którym wzmocnimy nasz organizm. Wierzcie mi, to działa :)

1. Codzienny spacer

W tej kwestii stosujemy tzw. model skandynawski – niezależnie od pogody, chociaż na chwilę wychodzimy na dwór. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć dni przesiedziane w domu. Czy pada deszcz, czy jest mróz, czy wieje (a u nas halny wieje często, zwłaszcza zimą!) - spacer musi być. Żeby nie popaść w rutynę, zarówno my, rodzice, jak i dziecko, czas na dworze (dla niektórych – na polu ;) warto urozmaicać. Oto kilka pomysłów: spacer do parku, zabawa w przydomowym ogródku, plac zabaw, wycieczka za miasto, rower, puszczanie latawca, spotkanie ze znajomymi naszymi lub dziecka, wypad na wspólne zakupy (byle nie do galerii handlowej ;). Możliwości jest wiele. W sezonie jesienno-zimowym, ważne jest aby przed wyjściem z domu skontrolować stan powietrza – o tym więcej napisałam tu: Jak chronić siebie i dziecko przedzanieczyszczonym powietrzem?

Dzięki regularnym spacerom organizm staje się odporniejszy, ucząc się funkcjonować w różnych warunkach, dotleniamy się i odzyskujemy energię, poprawiamy nastrój i rozładowujemy negatywne emocje.

2. Odpowiednia dieta

Za 70% naszej odporności odpowiedzialne są jelita – co jemy, jak jemy i jak dbamy o swój układ pokarmowy. Nasz organizm potrzebuje odpowiedniej ilości witamin i minerałów. Dzięki nim będzie sprawnie funkcjonował i sam zwalczy wiele wirusów i bakterii. Z tego względu powinniśmy regularnie dostarczać tego, co niezbędne. Oprócz zróżnicowanej diety musimy również zadbać o jej jakość. Polecam zrezygnować z żywności wysokoprzetworzonej na rzecz produktów naturalnych. Ktoś powie, że to kosztuje i zabiera dużo czasu. Owszem. Jednak jest to inwestycja na przyszłość, ponieważ utrzymując nasz organizm w zdrowiu unikniemy wydawania pieniędzy na lekarzy i leki. A czasochłonność? Z wszystkim można dojść do wprawy, również ze zdrowym odżywianiem :) Na początek polecam stronę Czytaj Skład – znajdziecie tam porównanie popularnych produktów żywnościowych. Okazuje się, że na półkach sklepowych obok siebie stoją na pierwszy rzut oka podobne produkty, ale gdy przyglądniemy się składowi, okaże się że są istotne różnice. Do nas należy wybór, po co sięgniemy.

Niestety nie jesteśmy w stanie kontrolować wszystkiego – raz, że byśmy zwariowali ;), dwa, że mamy ograniczony dostęp do informacji. Chcąc nie chcąc przemycamy do naszego organizmu substancje, które blokują jego sprawne działanie. I na to jest sposób – kuracje oczyszczające. W mojej rodzinie efekty były widoczne już po niecałym miesiącu :)

Dieta, oczyszczanie, suplementacja to temat rzeka, któremu poświecić planuję kilka artykułów. Mam nadzieję, że z czasem powstaną. Jeśli jednak Wam się nasuwają pytania już teraz, piszcie śmiało w komentarzach lub w prywatnej wiadomości.

3. Warunki w domu

Tu jest wiele kwestii do omówienia.
Po pierwsze wietrzenie mieszkania – nie zapominajmy o tym. Dostarczymy świeżego powietrza i usuniemy bakterie i wirusy krążące w domu. Szczególnie ważne jest, aby wietrzyć sypialnię przed snem. Podczas snu organizm regeneruje się, a dotleniony czyni to sprawniej. Tak więc pomóżmy mu.

Druga sprawa to utrzymywanie odpowiedniej temperatury w mieszkaniu. Mamy tendencje do nadmiernego grzania, nieraz temperatura przekracza 23 stopnie. Stale przebywając w takiej temperaturze organizm wydelikaca się i jest podatny na infekcje. Optymalna temperatura w mieszkaniu to 18-21 st. C. W sypialni może być nawet trochę niższa, natomiast w łazience wyższa, zwłaszcza jeśli w domu mieszka małe dziecko. Nie będę pisać, jaką temperaturę mamy u siebie w domu, bo jeszcze się przestraszycie. Efekt jest taki, że do kogokolwiek idziemy w odwiedziny, czujemy się jak w saunie ;)

Ostatnia kwestia to utrzymanie odpowiedniej wilgotności w mieszkaniu. Ogrzewanie sprzyja wysuszeniu powietrza. Skutkiem tego wysychają nasze śluzówki w nosie czy gardle i nie są w stanie skutecznie blokować wirusów i bakterii. Aby temu zapobiec, można kupić specjalne urządzenie zwane nawilżaczem powietrza. U nas sprawdza się bardzo dobrze. Jednak posiadanie nawilżacza w każdym pokoju, to spory wydatek. Można zakupić specjalne pojemniczki z wodą do powieszenia na grzejnikach lub po prostu kłaść na nie wilgotne ściereczki.

4. Uśmiech

Kto wie, czy nie jest to najważniejsza zasada ;) A na pewno najprzyjemniejsza. Brak stresu i miła atmosfera w domu, przedszkolu, szkole czy pracy sprawia, że nasz organizm jest silny. Polecam również podejść z dystansem do tematu zdrowia – przesadne myślenie na temat zdrowego życia, martwienie się, czy stosujemy wszystkie zasady dobrze oraz obawa przed chorobą paradoksalnie wzmagają podatność na infekcje. Tak więc byle z uśmiechem i do przodu :)




środa, 16 listopada 2016

ZIMOWY SPACER W DOLINIE KOSCIELISKIEJ


Wybraliśmy się wczoraj na wycieczkę do jednej z tatrzańskich dolin - Doliny Kościeliskiej. Lubię te spacery - tak niewiele potrzeba aby znaleźć się w innym świecie. Czasem wystarczy wyjechać za miasto na 2-3 godzinki. My mamy to szczęście, że w naszej okolicy są Tatry. Sporo tu dłuższych, bądź krótszych dolinek, gdzie można wybrać się na spacer, nawet taki codzienny. Podczas przechadzek o każdej porze roku często spotykam rodziców z dziećmi w różnym wieku. 

Mój maluch uwielbia spacery. Kiedy tylko usłyszy, że wychodzimy, pełen energii pomaga mi w ubieraniu się. Może po prostu tak lubi, a może to kwestia przyzwyczajenia od pierwszych dni życia. Od początku spędzaliśmy nawet po kilka godzin na dworze. Oby tak mu zostało :)

Obecnie nie udaje się nam codziennie wyjść z domu na tak długi czas (praca i inne obowiązki). Ogromną motywacją jest dla mnie piękna pogoda. Tak było wczoraj - słońce, mrozik i zaśnieżone góry :) I jeszcze mąż, który wybrał się z nami na wycieczkę. Wtedy rzucamy wszystko i po prostu idziemy. Gorzej jeśli jest ponuro i pada, wtedy działa argument ostateczny: dla zdrowia i zasady (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku ;). 

Ciekawa jestem, jakie Wy macie ulubione miejsca na rodzinne spacery? :)


wtorek, 15 listopada 2016

JAK CHRONIĆ SIEBIE I DZIECKO PRZED ZANIECZYSZCZONYM POWIETRZEM?


Nadeszła jesień, sezon grzewczy został rozpoczęty, a wraz z nim pojawił się smog. Myślę, że większość z nas dobrze już wie, co kryje się za tą nazwą. Smród, drapanie w gardle, kaszel – to reakcje organizmu, które zauważamy bezpośrednio po zetknięciu się ze smogiem. Niestety konsekwencje dla naszego ciała związane z częstym i długotrwałym narażeniem na smog mogą być dużo poważniejsze.

Na początku przytoczę krótką definicję smogu, abyśmy dokładnie wiedzieli przed czym uciekamy. Nie ukrywam, że najtrafniejszą i najbardziej zwięzłą znalazłam na Wikipedii: Smog – naturalne zjawisko atmosferyczne polegające na współwystępowaniu zanieczyszczenia powietrza wskutek działalności człowieka oraz niekorzystnych zjawisk naturalnych: znacznego zamglenia i bezwietrznej pogody. Upraszczając – gdy nadchodzi jesień i zima, zaczynamy palić w piecach. Niekorzystne substancje powstające w procesie spalania (zwłaszcza niepełnego lub palenia śmieciami) uwalniają się do powietrza i przy sprzyjających warunkach pogodowych tworzą toksyczną czapę zalegającą nad naszymi domami, ulicami, parkami, etc. Smog to nie pojedyncza smuga dymu wydostająca się z komina, którą możemy szybko minąć wstrzymując oddech. Smog – te setki, tysiące takich smug zlewających się w jedno i otaczających nas.

Zjawisko to dotyczy zarówno dużych miast (Kraków, Katowice, Bielsko Biała i wiele innych), jak i w małych miejscowości takich jak moja. Kto ma dom położony na wzniesieniu, ten jest prawdziwym szczęściarzem. Niestety nie da się przez kilka miesięcy funkcjonować jak samotna wyspa. Chodzimy na zakupy, do pracy, dzieci idą do szkoły czy przedszkola. Prędzej czy później i tak zetkniemy się ze smogiem, dlatego trzeba nauczyć się z nim żyć. A raczej sobie z nim radzić.

Poniżej przygotowałam obrazek, na którym przedstawiłam kilka prostych zasad, które moja rodzina stosuje w codziennym życiu. Warto je wprowadzić w życie – poczujecie się lepiej na co dzień oraz unikniecie długofalowych skutków. Dodatkowo można korzystać ze specjalnych masek z filtrami na twarz.


Aktualny stan powietrza najczęściej sprawdzam korzystając z aplikacji Smok-Smog. Dostępne są tam informacje ze stacji monitorujących na bieżąco stan powietrza – wybieram stację położoną najbliżej mojej miejscowości. Prognozę stężenia zanieczyszczeń sprawdzam przewiduję sama (na podstawie prognoz pogody) lub sprawdzam na stronie smog.imgw.pl (dla województwa małopolskiego). Polecam tę stronę również ze względu na szczegółowe wytyczne dotyczące ochrony zdrowia przed zanieczyszczeniami.

Jeśli chodzi o kurację oczyszczającą organizm, każdy musi wybrać najlepszy dla siebie sposób. My stosujemy oczyszczanie aloesem z kilku względów – kuracja jest nieskomplikowana, działa na poziomie komórkowym, i co najważniejsze – może ją stosować każdy członek naszej rodziny, poczynając od rocznego malucha. Ponieważ nie jest to wpis o oczyszczaniu organizmu, jeśli chcesz dowiedzieć się szczegółów, po prostu napisz do mnie wiadomość.

Dlaczego w ogóle poruszam ten temat na blogu? Po pierwsze ponieważ bliskie są kwestie zdrowego stylu życia, który chcę zaszczepić również u mojego dziecka od najmłodszych lat. Po drugie ponieważ myślę, że jest to temat szczególnie istotny dla mamy planującej swoje życie zawodowe. Pracując na etat – dostosowujemy plan dnia do grafiku wyznaczonego przez pracodawcę. Nie pracując, prowadząc własną działalność lub pracując zdalnie – planujemy pracę biorąc pod uwagę inne ważne dla nas kwestie. My postanowiliśmy wybrać tę drugą opcję i jest nam z tym dobrze zarówno fizycznie jak i psychicznie. Ktoś pomyśli – przesada, na coś trzeba umrzeć. Na szczęście mamy możliwość wolnego wyboru i każdy sam decyduje o sobie i swojej rodzinie :)

Nie wyczerpałam w pełni tematu ochrony siebie i rodziny przed zanieczyszczonym powietrzem. Jeśli macie inne sposoby, doświadczenia czy po prostu przemyślenia na ten temat, zapraszam Was do podzielenia się nimi w komentarzach.

piątek, 11 listopada 2016

CZY WRÓCIĆ DO PRACY PO URODZENIU DZIECKA?



Dom czy praca? - pytanie krótkie, a odpowiedź (mimo iż wiemy jakie są nasze cele i pragnienia) nie dla wszystkich jest łatwa. Przede wszystkim dlatego, że w życiu naprawdę niewiele rzeczy jest czarno-białych. Postawimy na jedną z odpowiedzi, a po chwili pojawi się szereg wątpliwości. Czasem wybór pomiędzy dwiema możliwościami oznacza postawienie na tzw. mniejsze zło.

Na początku chciałabym jednak podkreślić, że pytanie jest sformułowane dość przewrotnie. Przecież opieka nad dziećmi i zajęcie się domem to również praca. Niestety w dużej mierze jest ona niedoceniana. Często słyszymy wypowiedzi typu Mąż pracuje, a ja zajmuję się domem. Ten dom to opieka nad dziećmi, zakupy, sprzątanie, gotowanie, pranie i wiele innych czynności. Nie można zaprzeczyć, że jest to ogrom pracy. Jej dostrzeżenie w dużym stopniu zależy od mentalności – są kraje, w których zawód matki i gospodyni domowej jest doceniany i wynagradzany, przykładowo w postaci emerytury (w Wielkiej Brytanii emeryturę otrzymuje matka, która wychowała minimum dwójkę dzieci). Tak więc pamiętajmy o tym ważnym szczególe :)

Są mamy, dla których nie ma wątpliwości przy wyborze pomiędzy zajęciem się domem, a życiem zawodowym. Spełniają się jako pełnoetatowe opiekunki własnych dzieci oraz gospodynie domowe. Jednak dla wielu osób na pewnym etapie życia zaistniało pytanie Dom czy praca?. Ponieważ w Polsce nie ma rozbudowanego wsparcia instytucjonalnego dla rodziców (ciekawie o tym pisze Agnieszka Graff w książce Matka Feministka), trzeba rozważyć szereg za i przeciw zanim podejmie się ostateczną decyzję.

WYBÓR: DOM

Niewątpliwie rezygnacja z kariery zawodowej przyniesie wiele korzyści dla dzieci, zwłaszcza w pierwszych latach ich życia. Bliskość rodziców, ich uwaga, okazywane ciepło, wspólnie spędzony czas jest szalenie istotny dla rozwoju dziecka. Ponadto dziecko uczy się życia obserwując każdego dnia czynności wykonywane przez rodziców, musi więc mieć do tego okazję.

Czas dla rodziny to także czas spędzony z współmałżonkiem. Codzienna uwaga jaką poświęcamy osobie, z którą postanowiliśmy spędzić całe życie, wzmacnia nasz związek. Szczególne znaczenie ma czas spędzony tylko we dwoje. Trudno go wygospodarować, gdy wracamy każdego dnia późno po pracy i zmęczeni próbujemy ogarnąć sprawy domowe.

Za pozostaniem w domu przemawia również kwestia kontroli sposobu wychowania naszych dzieci. Poświęcając dziecku swój czas, a także umożliwiając mu obserwowanie siebie w różnych sytuacjach życia codziennego, to rodzice kształtują jego postrzegania świata oraz różnego rodzaju reakcje i nawyki.

Decyzja o zajęciu się domem i opiece nad dziećmi najczęściej wiąże się z całkowitą rezygnacją z życia zawodowego. Oczywiście można podjąć próby powrotu do pracy po pewnym czasie, przykładowo kiedy dzieci pójdą do szkoły. Znam jednak wiele przypadków, kiedy niedogodności związane ze zmianą trybu życia na matka pracująca były na tyle duże, że doprowadziły do nie podjęcia dążeń w tym kierunku.

Nie podejmując pracy rezygnujemy również tym samym z dodatkowego źródła dochodu.

WYBÓR: PRACA

A co kiedy nasz wybór pada na pracę? Oczywiście wzmacnia się nasza stabilność finansowa, zwłaszcza gdy pracujemy na etacie. Dla wielu gospodarstw domowych dodatkowe źródło dochodu ma istotne znaczenie. Niektórym pozwala w spokoju funkcjonować z dnia na dzień, innym daje możliwość realizacji marzeń.

Ponadto praca staje się swego rodzaju odskocznią od domowego życia. Może być to sposób do samorealizacji, zwłaszcza gdy praca jest zgodna z naszymi oczekiwaniami. Może się okazać, że po pracy wracamy do domu naładowani pozytywną energią i przekazujemy ją pozostałym członkom rodziny.

Niestety w wielu przypadkach praca to pochłaniacz energii i czasu, przez co mamy go dużo mniej dla rodziny. Dodatkowo zachodzi potrzeba zorganizowania opieki dla dzieci i oddania ich w czyjeś ręce na wiele godzin. Każdy z nas, niezależnie od tego czy zastanawia się nad tym bardziej lub mniej, ma swój pomysł na wychowanie dzieci. Jeśli dzieckiem przez co najmniej 8 godzin, 5 dni w tygodniu, zajmuje się inna osoba (babcia, niania, opiekunki w żłobku) musimy liczyć się z tym, że będzie mieć duży wpływ na kształtowanie osobowości naszego malucha. Do tego jeśli nie mamy możliwości zostawienia dziecka z babcią, zorganizowanie innej formy opieki pociąga za sobą dodatkowe koszty.
Przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu lub powrocie do życia zawodowego musimy zadać sobie pytanie o to jaki przyświeca nam cel i rozważyć wszystkie za i przeciw.

Czy mamy tylko dwa wyjścia – praca na etat bądź opieka nad dziećmi i domem? Oczywiście nie. Coraz większą popularnością cieszy się praca jako freelancer (tzw. wolny strzelec) posiadający własną działalność gospodarzą bądź pracujący na umowy cywilnoprawne.

O tym więcej w kolejnych artykułach. Tymczasem polecam artykuł o tym jak i kiedy wrócić do pracy na jednym z moich ulubionych portali.



środa, 9 listopada 2016

CZAS OCZEKIWANIA - CZAS PLANÓW


Ciąża to czas, w którym przygotowujemy się do przyjścia dziecka na świat. Czytamy o jego rozwoju w łonie matki tydzień po tygodniu. Odpoczywamy. Przemeblowujemy mieszkanie. Kupujemy akcesoria niezbędne do opieki nad niemowlakiem. Z utęsknieniem, nadzieją, a może i lekkim niepokojem czekamy na dzień narodzin. 

A potem... nasze życie nabiera niesłychanego tempa. Maluszek, który nagle pojawia się w naszym życiu, dosłownie wywraca je do góry nogami. Nasz rytm dnia jest całkowicie zaburzony, zmieniają się nasze priorytety. Bywa, że zapominamy na pewien czas o sobie i swoich potrzebach. Jest to szczególny okres w życiu kobiety, czas bliskości, budowania silnej więzi między matką a dzieckiem.

Mija miesiąc po miesiącu, pociecha rozwija się w niesamowitym tempie i staje się coraz bardziej samodzielna. W tym czasie odkrywamy, że jednak jesteśmy, mamy swoje potrzeby i czas o siebie zadbać. Małymi kroczkami staramy się wrócić do ulubionych aktywności lub spróbować czegoś nowego. 

W naszych głowach kiełkuje również myśl, o powrocie do życia zawodowego. Dla niektórych będzie to oczywista sprawa - kończy się urlop macierzyński, dziecko zostanie pod opieką babci czy niani lub pójdzie do żłobka, a mama wróci do pracy. Nie każdy ma jednak takie możliwości lub też chciałby osobiście poświęcić dziecku czas.  

W tym momencie uświadamiamy sobie, że najlepsza byłaby praca zdalna, z elastycznymi godzinami pracy i do tego dobrze płatna. Brzmi nierealnie? Możliwości jest wiele, poczynając od założenia własnej działalności gospodarczej, po wykonywanie drobnych zleceń na umowy o dzieło. Problem w tym, że w pierwszych latach życia dziecka, a tym bardziej kilkorga dzieci, nie mamy wiele czasu i spokoju na wybranie najlepszej propozycji dla siebie. Warto więc wykorzystać okres ciąży i poczynić plany na przyszłość. 

Pomyśl o rozpoczęciu pracy po narodzinach dziecka już teraz - przeglądnij internet, porozmawiaj ze znajomymi, zastanów się nad swoimi mocnymi stronami, ustal cele w życiu prywatnym i zawodowym. Porozmawiaj ze swoim partnerem, w końcu co dwie głowy, to nie jedna ;) Być może realizację niektórych pomysłów można rozpocząć od razu. Inne dojrzeją i poczekają na "swój moment". 

Trzymam za Was kciuki!

P.S. Jeśli macie ciekawe pomysły, które już realizujecie, zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach. Niech staną się inspiracją dla innych :)