czwartek, 24 listopada 2016

POZWÓLMY DZIECIOM OBSERWOWAĆ ŚWIAT


Moje dziecko uwielbia obserwować świat.
Uważnie patrzy na moje usta, kiedy dla zabawy wymawiam dziwne dźwięki lub wypowiadam nowe słowo. Przygląda się z zaciekawieniem jak opróżniam zmywarkę. Podbiega do parapetu, kiedy tylko słyszy dzwonki i beczenie idących na pastwisko owiec i czeka, aż je tata podniesie, żeby móc na nie zerknąć. Jak zahipnotyzowane obserwuje dziadka, który muruje piwnicę. Moje dziecko nie potrzebuje tysiąca skomplikowanych, hałasujących, kolorowych zabawek, żeby zająć się sobą przez godzinę. Jeśli jest znudzone zabawą samemu lub ze mną, wystarczy wyjść do ogródka czy lasu i całe znużenie znika w oka mgnieniu.
Moje dziecko uwielbia obserwować świat.

Kilka miesięcy temu przeczytałam ciekawą historię podróżniczki, która odwiedzała wioski zamieszkałe przez plemiona Indian. Zaskoczyło ją, że nie słychać tam płaczu niemowląt, a starsze dzieci nie krzyczą, ani nie buntują się w stosunku do dorosłych. Nie jest to jednak wynikiem autorytarnego podejścia do wychowania. Po dłuższej obserwacji jej wnioski były takie: indiańskie dzieci od maleńkości uczestniczą w życiu całego plemienia, przyglądają się codziennym czynnościom, a gdy są starsze mają swoje obowiązki. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, po prostu każdy zna swoje miejsce, gdyż od początku miał możliwość obserwowania jak zorganizowany jest najbliższy mu świat. (Zgubiłam link do tego artykułu, jeśli ktoś kojarzy, to będę wdzięczna za umieszczenie w komentarzu :).

Bardzo mi się te zasady spodobały i postanowiliśmy z mężem zacząć wcielać je w życie. Nagle okazało się, że nie muszę poświęcać dziecku stuprocentowej uwagi, a dopiero gdy zaśnie, zająć się swoimi sprawami (pracą, sprzątaniem, gotowaniem). Jak to w praktyce wygląda? Kiedy chcę zrobić obiad, pranie czy posprzątać, sadzam małego w kojcu lub foteliku, a sama zajmuję się innymi rzeczami. Utrzymuję z nim wtedy kontakt, opowiadam co robię, o coś pytam, czasem dam jakiś dorosły przedmiot do ręki. W ten sposób w tym samym momencie spędzam czas z dzieckiem, wykonuję swoje obowiązki domowe i uczę go życia. Mąż robi dokładnie to samo (bardzo ważne jest żebyśmy oboje stosowali te same zasady).

Oczywiście mały początkowo nie zawsze jest zadowolony, że odkładam go do kojca. Mówię mu wtedy wprost – Chcę teraz coś zrobić, możesz popatrzeć lub sam się pobawić. Jak skończę, razem gdzieś pójdziemy. Po chwili marudzenia młody akceptuje moją prośbę (w wyrażaniu swoich potrzeb bardzo pomogła mi książka „Nie” z miłości Jesper'a Juul'a). Staram się jednak nie nadwyrężać cierpliwości dziecka i brać pod uwagę również jego potrzeby.

Na spacery nie zabieramy zabawek (jedynie awaryjną, wyjmowaną właściwie tylko podczas kilkugodzinnych wycieczek) ani smoczka. Otaczający świat jest na tyle ciekawy, pełno w nim patyków, trawy, kałuż, samochodów, psów, samolotów na niebie, kwiatków czy innych rzeczy, że inne zabawiacze odchodzą na drugi plan. Nie ma znaczenia, czy idziemy do ogródka, lasu, w góry czy do miasta. Zawsze znajdzie się coś ciekawego :)

Tak więc pozwólmy dzieciom obserwować świat, one to lubią i tego potrzebują. My również.


A jak u Was wygląda życie małego obserwatora i jego rodziców? Jakie macie doświadczenia? :)  

4 komentarze:

  1. Wow, u nas wygląda to bardzo podobnie ☺ Jeśli chcę coś zrobić, a Pana Taty akurat nie ma w domu, po prostu zabieram Młodego ze sobą ☺ Jeszcze jesteśmy na tym etapie, kiedy spacer oznacza drzemkę, więc zabawki nam niepotrzebne �� P.S. Zazdroszczę otoczenia i widoku z okna ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, ze wtedy też tworzy się silniejsza więź z dzieckiem, które nie jest traktowane jako ciężar, ale towarzysz :) Przez pierwsze miesiące na spacerkach też spaliśmy, teraz celujemy na drzemkę w domu, żebym mogła mieć chwilę na pracę, taktyka się zmieniła ;)

      Usuń
  2. my sadzamy do wózka ale tylko wtedy, jak mała po prostu przeszkadza:) dajemy zabawki i chwila jest na zrobienie czegoś. przeważnie jednak mała jest przy nas. jak żona robi obiad, to Kornela stoi obok i patrzy, a ja mowie " o Kornelcia jak ty dzielnie pomagasz mamie gotowac" czy cos podobnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy zna swoje dziecko najlepiej i ma wypracowane swoje sposoby :) Może niebawem Kornelia zachęcona zacznie sama mieszać w garnkach, czy wycinać pierniczki na święta? ;)

      Usuń