czwartek, 29 grudnia 2016

NIE MAM PLANÓW, MAM POMYSŁY


Witajcie po raz ostatni w 2016 roku :) Mimo, że właśnie dobiega on końca, nie znajdziecie u mnie na blogu podsumowania roku. A to dlatego, że w realu (na żywo? prywatnie? nie wiem jak nazwać pozablogową rzeczywistość, bo blog to w sumie jednak część mnie) takiego podsumowania również nie robię. Owszem, wiem co w tym roku było fajne i często do miłych chwil tak po prostu wracam myślami. Były też mniej różowe momenty, ale po co mam je rozpamiętywać? Co było to było i się nie odstanie, wnioski z różnych wydarzeń już wyciągnęłam.

Zdecydowanie wolę patrzeć w przód, w przyszłość. Nie mam jednak w zwyczaju tworzenia listy postanowień noworocznych. Byłoby to dla mnie sztuczne. Jeśli chcę coś zmienić, uważam, że każdy moment jest dobry by zacząć. Wystarczy postanowić. Szanuję każdego, kto ma inne podejście do tematu i dla kogo postanowienia noworoczne są ważne. Na mnie to po prostu nie działa ;)

O czym zatem jest ten post?

Postanowiłam się z Wami podzielić moją filozofią życiową (jednym punktów;), która przyświeca mi już od wielu lat – nie mieć planów, mieć pomysły. Dlaczego tak?

Bardzo nie lubię planować, zwłaszcza jeśli chodzi o plany długoterminowe. Mam wtedy wrażenie, że jeśli coś jest zaplanowane to znaczy, że zostało wpisane sztywno w grafik. Przywiązuję się wtedy bardzo do takiej myśli, wyobrażam sobie jak to będzie, a gdy coś nie wypala, wtedy jest mi przykro. Czasem jest jeszcze gorzej – jak coś fajnego zaplanuję z dużym wyprzedzeniem, mam obawy, że coś mi przeszkodzi w realizacji planu. (Oczywiście nie dotyczy to spraw zawodowych, gdzie planowanie jest podstawą.)

Dlatego zdecydowanie wolę mieć pomysły – czyli plany, ale bez terminu wykonania. Właściwie uwielbiam mieć mnóstwo pomysłów :) Wtedy mam poczucie, że tyle ciekawych rzeczy jest do zrobienia i że nigdy nie będę się nudzić. Potrafię tak zorganizować swój czas, żeby nagle okazało się, że właśnie jest moment na realizację któregoś z pomysłów.

Jakie są więc moje pomysły na najbliższy (a może następny?) rok?

Wybrać się na kolejną ciekawą wyprawę rowerową całą rodziną.
Zacząć szydełkować.
Rozwinąć jeszcze bardziej jedną z gałęzi mojego biznesu, w którą ostatnio mocno się wkręciłam.
Nauczyć się jazdy na nartach telemarkiem.
Zacząć kolejny kierunek studiów.
Podszlifować języki obce, które już znam.

I wiele wiele innych rzeczy... ;)

Ale tak a prawdę wystarczy mi, jeśli w nowym roku będę mieć dalej tyle czasu ile mam dla mojego dziecka i męża oraz nadal będę mogła realizować się zawodowo. Reszta może być niespodzianką ;)

Życzę Wam abyście w nadchodzący rok weszli z energią i optymizmem!


Monika

wtorek, 27 grudnia 2016

DOMOWA APTECZKA: KURKUMA


Od jakiegoś czasu na stałe zagościła u nas w domowej apteczce kurkuma. Mogę śmiało powiedzieć (zwłaszcza pisząc ten post pod koniec grudnia), że jest to nasze odkrycie roku :) Oczywiście znałam tę przyprawę od dawna, właściwie od zawsze. Jeszcze gdy byłam małym dzieckiem moja mama stosowała ją zainspirowana kuchnią orientalną – przywiozła z Indii spore zapasy, które ma do teraz(!). Ja również dodawałam od czasu do czasu do potraw, głównie w postaci curry (kurkuma to jeden ze składników tej przyprawy).

W tym roku brałam udział w wykładzie, podczas którego zwrócono uwagę na prozdrowotne działanie kurkumy, a dokładniej zawartej w niej substancji zwanej kurkuminą. Zainspirowana wykładem na stałe włączyłam kurkumę do naszej diety – profilaktycznie. Gdy wczesną jesienią poczułam pierwsze objawy przeziębienia, przyszedł czas na lecznicze wykorzystanie przyprawy. Z powodzeniem :) Bomba uderzeniowa w postaci napoju na bazie kurkumy oraz czosnku z tymiankiem zdusiła chorobę w zarodku. Od tego czasu jestem wielką propagatorką tego specyfiku – połowa mojej rodziny już się nim leczy bądź stosuje profilaktycznie.

Właściwości kurkumy

Ostryż długi, zwany również kurkumą, to roślina, która naturalnie występuje w Indiach. W tamtejszej medycynie uważana jest za środek o działaniu przeciwzapalnym, przeciwbólowym, przeciwwirusowym, przeciwbakteryjnym oraz przeciwgrzybiczym. Ponadto kurkumina posiada również właściwości antynowotworowe – spowalnia, a nawet całkowicie hamuje rozwój komórek nowotworowych. Dodatkowo wspomaga metabolizm i zapobiega odkładaniu się tkanki tłuszczowej. Kurkuma również korzystnie wpływa na układ krwionośny, układ nerwowy oraz wspomaga pracę wątroby.

Kurkumę możemy stosować gdy:
  • chcemy wzmocnić odporność,
  • zwalczamy różnego rodzaju infekcje,
  • mamy problem z zasypianiem,
  • mamy jakiegokolwiek  rodzaju stany zapalne w organizmie, szczególnie gdy towarzyszy im ból (np. reumatoidalne zapalenie stawów),
  • w profilaktyce przeciwnowotworowej oraz chorobie nowotworowej,
  • jako wspomaganie odchudzania,
  • podczas silnych bóli menstruacyjnych.

Jak stosuję kurkumę?

Profilaktycznie - dodaję kurkumę do różnych dań – zup, mięs, sałatek, ciast (nadaje złoty kolor). Staram się, aby był to mój nawyk – przynajmniej szczypta kurkumy dziennie. Leczniczo – przygotowuję napój na bazie kurkumy, tzw. złote mleko (przepis niebawem na blogu).

Ważne jest, aby spożywać kurkumę w towarzystwie tłuszczów (lepsze rozpuszczanie) oraz czarnego pieprzu (znacznie wpływa na zwiększenie przyswajalności kurkuminy). Kurkuma nie powinna być zwietrzała i najlepiej jeśli pochodzi z upraw ekologicznych (z oznaczeniem BIO).

Na zdrowie! :)


czwartek, 22 grudnia 2016

ODE MNIE DLA WAS


Niby jeszcze przedświątecznie, ale u mnie już jutro zaczyna się czas Świąt. Pierniczki i ciasta popieczone, inne dania przygotowane, porządek jako tako (lepiej nie będzie ;P)... Wszystko tak na szybko, bo w piątek rano jedziemy już do moich rodziców. W związku z tym, że nie będę w najbliższych dniach zaglądać na bloga (w Święta robimy sobie odpoczynek od ekranów i komputer zostaje w domu ;) składam Wam już teraz życzenia:

Kochani, życzę Wam wiele radości, pięknych spotkań i rodzinnego ciepła w nadchodzące Święta Bożego Narodzenia! Niech będą dla Was źródłem sił i energii na długi czas :)

Monika            

Do zobaczenia po Świętach!


sobota, 17 grudnia 2016

ZAKŁADAM FIRMĘ #2 - ODPOWIEDNI MOMENT


Serię artykułów Zakładam firmę kieruję zarówno do Mam (młodych oraz tych z większym stażem), jak i do osób planujących dziecko. Będą tu także porady, które tak naprawdę mogą przydać się każdemu, kto planuje założyć własną firmę. Nie skończyłam studiów ekonomicznych, czy innych związanych z zarządzaniem firmą. Artykuły powstał na podstawie własnych doświadczeń w prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej. Patrząc na rozwój firmy z perspektywy czasu, widzę co było dobre, a co można było zrobić inaczej.

***

Poprzednia dwa biznesowe artykuły poświęciłam wadom i zaletom prowadzenia własnej działalności gospodarczej oraz pomysłowi na firmę. Kolejną kwestią, którą należy rozważyć zanim założymy firmę, jest wybranie odpowiedniego momentu. Czasem warto przyspieszyć swoje działania, innym razem lepiej uzbroić się w cierpliwość i poczekać na lepszy moment. W tym drugim przypadku czas oczekiwania nie musi być czasem straconym – można go wykorzystać na przygotowania.

Co zatem należy wziąć pod uwagę ustalając datę otwarcia firmy?

  1. Opieka nad dzieckiem
Prowadzenie własnej firmy, zwłaszcza na początku (pierwsze 2-3 lata), zajmuje bardzo dużo czasu. Nasze działania są wtedy zintensyfikowane, aby maksymalnie skrócić okres, w którym firma na siebie i na nas nie zarabia. W związku z tym trzeba się zastanowić, czy mając pod opieką malutkie dziecko możemy i chcemy poświęcić czas i myśli na sprawy biznesowe. Czy godziny, w których dziecko jest w żłobku czy przedszkolu wystarczą nam na pracę? Jeśli nie chcemy jeszcze posyłać malucha do jakiejkolwiek placówki opiekuńczo-edukacyjnej, to czy stać nas na nianię? Jeżeli nie niania, to czy dzieckiem może opiekować się babcia?

Nie myślmy, że to koniec marzeń o własnej firmie, jeśli w danej chwili nie jesteśmy w stanie pogodzić opieki nad dzieckiem i pracy. Gdy jesteśmy zdeterminowani, nawet kilkuletni poślizg nie wpłynie negatywnie na powodzenie naszej firmy. Wybierając dobry moment, będziemy przecież mogli w pełni skupić się na naszym pomyśle – to da nam satysfakcję i przybliży do sukcesu.

  1. Zasiłek macierzyński
Jeśli myślisz o własnej firmie, nie jesteś jeszcze mamą albo w najbliższej przyszłości zamierzasz zostać nią po raz kolejny – możesz tak zaplanować otwarcie działalności, aby w pełni skorzystać z przysługującego Ci zasiłku macierzyńskiego. Podczas pierwszych dwóch lat działalności gospodarczej przysługują przedsiębiorcom preferencyjne stawki składek ZUS. Jest to bardzo korzystne, ponieważ w niepewnym dla firmy okresie obniża stałe koszty jej prowadzenia. Niestety opłacanie preferencyjnych składek jest równoznaczne z otrzymywaniem niskiego zasiłku macierzyńskiego. Wyższy zasiłek dostaniemy dopiero po przejściu na normalną składkę ZUS, ale i wtedy niekoniecznie zasiłek macierzyński będzie wysoki. Dopiero po minimum rocznym opłacaniu pełnych składek ubezpieczenia chorobowego możemy liczyć na wyższy zasiłek macierzyński. Tak więc z punktu widzenia biznesowego warto zaplanować potomstwo dopiero po 3 latach prowadzenia firmy ;)

  1. Pierwsze zlecenia
Gdy kwestię potomstwa i zasiłków mamy już przemyślaną i zapadła decyzja o otwarciu firmy, nadal nie spieszmy się z rejestracją działalności gospodarczej. Wyobraź sobie, że otwierasz firmę i dopiero rozpoczynasz działania promocyjne, Twoja marka zaczyna być ledwo rozpoznawalna po trzech miesiącach, a pierwszego klienta masz po pół roku. Do tego czasu zdążyłaś opłacić 6 składek ZUS niczego nie zarabiając. Są to niestety pieniądze zmarnowane.
Tak więc jeśli profil naszej działalności na to pozwala, poczekajmy z rejestracją firmy do pierwszego zlecenia.

Mam nadzieję, że te kilka porad okazało się dla Ciebie przydatnych :) Czasem jesteśmy tak entuzjastycznie nastawieni do swojego pomysłu, że chcemy go realizować od zaraz. Wydaje nam się, ze nasz zapał i energia wystarczą, aby odnieść sukces. Prowadzenie firmy to jednak również znajomość zasad świata biznesu i umiejętne ich wykorzystanie pod kątem własnego przedsięwzięcia.

Życzę Ci powodzenia :)

PS. Mama Atopika zwróciła uwagę na jeszcze jedną kwestię, którą należy wziąć pod uwagę przy zakładaniu firmy - różnego rodzaju dofinansowania, które zazwyczaj mają ściśle określone terminy składania wniosków, rozpatrywania, a następnie ich realizacji. W takim przypadku należy przeprowadzić kalkulację, czy opłaca nam się dostosować termin otwarcia firmy do terminów narzuconych przez daną instytucję. Jeśli tak, przyspieszamy lub opóźniamy nasze działania :)


czwartek, 8 grudnia 2016

RODZIC POTRAFI – PRZYCZEPKA ROWEROWA W WERSJI ZIMOWEJ

W tym poście trochę się pochwalę, bo myślę, że nieźle nam to wyszło ;) Od roku o tym myśleliśmy, ale w zeszłym sezonie zimowym pomysł nie został zrealizowany z racji braku śniegu. Tak więc teraz gdy tylko porządnie sypnęło, zabraliśmy się do roboty – przerobiliśmy przyczepkę rowerową na narciarską. Głównym konstruktorem wehikułu jest mąż.


Przyczepka rowerowa, którą posiadamy jest wspaniałym pojazdem - ma wszystko, co jest nam potrzebne (amortyzator, rozkładane siedzenia, wersję spacerową, folię UV i przystępną cenę). Niestety firma nie robi wersji zimowej, którą czasem oferuje konkurencja. Postanowiliśmy nie rezygnować z zakupu tylko z tego powodu i doszliśmy do wniosku, że sami przerobimy pojazd zgodnie z naszymi potrzebami.

Do kół przyczepiliśmy stare dziecięce narty, mąż skonstruował dyszel i sam zaprzągł się do wozu. Inauguracja pojazdu odbyła się w weekend. W sobotę wybraliśmy się na biegówki w okolicach domu, natomiast w niedzielę na skitury do Doliny Kościeliskiej. Nasz maluch był zachwycony – szczególnie podobały mu się zjazdy i możliwość ścigania się z mamą. Efekt był taki, że po kilkugodzinnej wędrówce trudno było go wyciągnąć z przyczepki i wrócić do domu.

Zachęceni sukcesem, następnego dnia zaplanowaliśmy nieco ambitniejszą trasę – do schroniska Murowaniec na Hali Gąsienicowej. Jej trudność była odczuwalna najbardziej dla męża podczas podejścia, ponieważ musiał wciągnąć 25-cio kilogramowy bagaż kilkaset metrów do góry. Podczas dwugodzinnego podejścia mały, miarowo bujany, smacznie spał, natomiast przy zjeździe miał dużo frajdy.

Dla osób, które mają jakiekolwiek wątpliwości – wszystko odbywa się bezpiecznie: jeździmy szerokimi łagodnie nachylonymi trasami, syn jest przypięty 5-cio punktowymi pasami, zasłonięty folią (przed pędem zimnego powietrza) i szczęśliwy ;)

Jest to dla mnie niesamowicie ważne, że po pojawieniu się na świecie dziecka nie musimy rezygnować z naszych ulubionych form spędzania czasu. I co jeszcze ważniejsze – maluch uwielbia w nich uczestniczyć! Owszem, wypady górskie, rowerowe czy narciarskie są dużo mniej ambitne (patrząc ze sportowego punktu widzenia), ale nie ma to dla nas najmniejszego znaczenia – spędzamy ten czas wspólnie pokazując małemu nasz (rodziców) świat.

Jak włączyć dziecko do swoich hobby? Stopniowo i tak, żeby maluch zawsze czuł się bezpiecznie i komfortowo. We wszystkim co robimy, trzeba uwzględnić potrzeby dziecka np. na zabawę. I najważniejsze - nic na siłę :) Jeśli nie teraz, może za kilka miesięcy będzie czas, aby znów zacząć.

Jak zawsze jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda u Was? Czy udało Wam się włączyć dzieci do ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu? Czy może dzięki dzieciom pojawiły się nowe fascynacje?

poniedziałek, 5 grudnia 2016

ZUPA CZOSNKOWA - PRZEPIS

Ostatnio pisałam o prozdrowotnych właściwościach czosnku (więcej przeczytacie tutaj). Moim ulubionym daniem z czosnkiem w roli głównej jest właśnie zupa czosnkowa, a dokładniej słowacka zupa czosnkowa (przez niektórych nazywana czeską zupą czosnkową ;). Poniżej prezentuję moją modyfikację przepisu znalezionego w internecie, tak aby jak najbardziej przypominał zupę, którą zdarza mi się dość często zamawiać u naszych południowych sąsiadów:


PS. Zupa najlepsza jest drugiego dnia, kiedy już się przegryzie :)

PPS. Marta (link do bloga tutaj) radzi, aby czosnek dodawać do potraw 5 minut przed końcem gotowania dzięki czemu zachowane będą jego wartości prozdrowotne. Jeśli przygotowujemy zupę w ramach kuracji można zatem skrócić czas smażenia i gotowania do 5 minut. 

piątek, 2 grudnia 2016

DOMOWA APTECZKA: CZOSNEK – NATURALNY ANTYBIOTYK


Cóż, chyba nic nowego nie napiszę, jeśli przypomnę, że właśnie rozpoczął się sezon grypowy. Zewsząd słyszę jak raz po raz dopada kogoś jakieś choróbsko. My póki co trzymamy się całkiem nieźle, skończyło się na razie na lekkim katarku (dziecko) i początku przeziębienia (u mnie). W takich sytuacjach od razu wyciągam naszą pierwszą broń, czyli czosnek :)

Właściwości zdrowotne czosnku znane były już w starożytności – zauważono, że osoby spożywające go regularnie są bardziej odporne na infekcje. W wielu miejscach czosnek był uważany za substancję o najsilniejszym znanym działaniu leczniczym. Czosnek (a dokładniej znajdujące się w nim pochodne siarki) ma działanie bakteriostatyczne - hamuje rozwój mikroorganizmów. Jest więc naturalnym antybiotykiem :) 

Czosnek usprawnia także układ trawienny - poprzez poprawę pracy jelit, zapobiega wzdęciom. Z tego względu warto dodawać go do różnych potraw, zwłaszcza tych ciężkostrawnych. Ponadto niszczy pasożyty w naszym układzie pokarmowym. Problem pasożytów dotyczy właściwie każdego, tak więc warto choćby z tego powodu włączyć czosnek do diety. W tym przypadku najlepiej aby nie był poddawany obróbce termicznej. 

Do tego korzystnie działa na nasz układ krwionośny - wspomaga krążenie (poprawia przepływ krwi), zapobiega miażdżycy i obniża ciśnienie. Czosnek wykazuje również działanie antynowotworowe.

Ostatnio przeczytałam, że czosnek może być stosowany również w przypadku bólu zęba! Oczywiście nie zastąpi wizyty u dentysty, ale pomoże do niej dotrwać na przykład gdy ból zęba złapie nas wieczorem, i do lekarza możemy się wybrać dopiero następnego dnia. Należy wtedy ząbek czosnku przekroić na pół i wcierać w bolący ząb i okolice.

W naszej rodzinie czosnek regularnie ląduje na talerzu, zwykle jako dodatek do różnych potraw. Kiedy jednak widzę u siebie lub u kogoś w rodzinie pierwsze objawy przeziębienia, grypy czy innej podobnej infekcji serwuję bombę czosnkową na dwa sposoby :)

1. ZUPA CZOSNKOWA
Zupa czosnkowa to w naszej rodzinie prawdziwy hit! Uwielbiamy czosnek, łącznie z naszym 16-miesięcznym szkrabem, tak więc terapia czosnkiem jest dla nas czystą przyjemnością. Pierwsze co robię, gdy czuję zbliżające się choróbsko – gotuję wielki gar zupy czosnkowej (jemy ją potem przez 3 dni;). Często bywam na Słowacji i jeśli tylko mam okazję, zamawiam tam zupę czosnkową - najlepszą jaką znam. Znalazłam więc na nią przepis, wprowadziłam pewne modyfikacje i dodałam do domowego jadłospisu :) Przepis na zupę znajdziecie tutaj.

2. CZOSNEK W KAPSUŁKACH
Czosnek po 4 miesiącach od momentu zerwania niestety traci swoje właściwości w dość dużym stopniu. Oznacza to, że tak naprawdę jego skuteczność jest największa najwyżej do wczesnej jesieni. Potem można się cieszyć głównie jego walorami smakowymi. Z tego względu późną jesienią, zimą oraz wiosną zażywamy czosnek w kapsułkach. Ponadto kupowany przez nas czosnek ma podwójną osłonkę i rozpuszcza się dopiero w jelicie cienkim – nie powoduje nieprzyjemnego zapachu. Taki mały bajer :) (dla mnie akurat szczególnie ważny, ponieważ w pracy nie powinnam sobie pozwolić na efekty zapachowe ;). Dodatkowo taki czosnek ma wyciąg z tymianku, który oczyszcza drogi oddechowe ze śluzu i zanieczyszczeń, czyli mamy 2w1. Jedynym słabym punktem czosnku podawanego w tej formie, jest to, że małe dziecko nie może go zażywać.

A jak to wygląda u Was? Leczycie się czosnkiem? Wasze dzieci go lubią? Może macie jakieś przepisy na zaserwowanie czosnkowej bomby? :)