czwartek, 23 lutego 2017

LINKOWNIA #1 – MAMA I PRACA


Przeglądając internet trafiam na ciekawe strony, blogi i programy. Postanowiłam co pewien czas dzielić się z Wami moimi znaleziskami i w tym celu tworzę nowy cykl postów, który nazwałam Linkownia. Plan jest taki, aby każdy z postów był poświęcony konkretnemu zagadnieniu – zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce :)

W dzisiejszej Linkowni prezentuję Wam trzy strony blisko związane z tematem mojego bloga czyli jak łączyć życie zawodowe z rodzinnym.

http://matkaprawnik.pl/ - Kasia, prywatnie mama, a z wykształcenia prawniczka, stworzyła miejsce, w którym mamy mogą znaleźć wiele cennych informacji na temat macierzyństwa od strony prawnej w tym o urlopie macierzyńskim, wychowawczym czy powrocie do pracy. Ważna częścią bloga jest forum, gdzie można zadać autorce pytania, których nie pozostawia bez odpowiedzi :)

http://www.job-choice.net/ - znajdziecie tu inspirujące artykuły o tym jak wybrać swoją drogę kariery zawodowej, jak łączyć życie zawodowe z prywatnym czy jak organizować sobie prace w domu. Ponadto na stronie zamieszczane są ciekawe wywiady z mami pracującymi.

http://mamopracuj.pl – Portal prowadzony przez mamy dla mam, również poświęcony łączeniu macierzyństwa z pracą. Oprócz różnego rodzaju praktycznych porad zamieszczane są tu oferty pracy, informacje o szkoleniach czy konkretne pomysły na biznes ;)

I jeszcze taki mały dodatek:

http://slowkariera.pl/ - z przymrużeniem oka o rozwoju zawodowym. Bloga polecam szczególnie osobom, które żyją lub planują żyć z freelancingu.


Owocnej lektury :)   

sobota, 18 lutego 2017

DOMOWA APTECZKA: PYŁEK PSZCZELI – NA ODPORNOŚĆ I WZMOCNIENIE

www.sliwinski-photo.com

Parę lat temu w naszej domowej apteczce pojawił się pyłek pszczeli. Nie bez powodu – zaczęliśmy szukać naturalnych sposobów na poprawę odporności. Mimo, że obecnie stosujemy w tym celu również inne specyfiki (np. ziółka, ekstrakty z roślin), nie zrezygnowaliśmy z naszej pierwszej miłości . Z czasem poznaliśmy też inne właściwości pyłku.

Pyłek pszczeli to nic innego jak pyłek kwiatowy, który został zebrany przez pszczoły i częściowo przekształcony. Jest niesamowicie odżywczy – w ulu stanowi pożywienie dla pszczół robotnic (matka żywi się jeszcze większym cudem, ale o tym napiszę kiedyś ;). Zawiera wiele cennych witamin i minerałów oraz jest bogaty w białko.

Jak już wspominałam, pyłek pszczeli stosujemy aby zwiększyć odporność. W tym celu dwa razy w roku, wiosną i jesienią, robimy sobie miesięczną kurację. Codziennie pijemy pyłek rozpuszczony w letniej wodzie (zalewamy wieczorem i rano jest gotowy do wypicia). Można dodać do niego trochę miodu – wtedy jest jeszcze lepiej przyswajalny. Pyłku nie mieszamy metalową łyżeczką, aby nie zniszczyć witamin. Znajoma wspominała mi, że lekarz zalecił jej mieszać pyłek srebrną łyżeczką i pozostawić ją z napojem na noc, dzięki czemu uwolnią się do niego prozdrowotne składniki srebra. Nie próbowaliśmy tego sposobu ;)

Zdarza się również, że stosujemy pyłek po wzmożonej aktywności fizycznej ze względu na właściwości odżywcze. Pyłek polecany jest sportowcom po treningu w celu wzmocnienia wyczerpanego organizmu. Dlatego kiedy czujemy, że nasz organizm jest wyczerpany i osłabiony – polecam na to pyłek - nie tylko po wysiłku, ale również po chorobie.

Ostatnio zaciekawiła mnie jeszcze jedna właściwość pyłku pszczelego – zdolność do odtruwania organizmu między innymi z pozostałości leków. Ponadto spożywanie pyłku w trakcie kuracji leczniczej wzmacnia działanie leku, jednocześnie neutralizując jego działania uboczne. Pyłek wspomaga również usuwanie metali ciężkich z organizmu np. ołowiu.

Pyłek ma jeszcze wiele innych zastosowań, które mogą być pomocne w leczeniu różnych chorób, chciałam się jednak podzielić z Wami tylko tymi, które mogą mieć znaczenie właściwie dla każdego.

Wiele osób zastanawia się, czy pyłek i inne produkty pszczele mogą uczulać. Oczywiście, że mogą – jednak ryzyko jest podobne jak przy innych rzeczach, które spożywamy. Ponadto osoby, które mają alergie na pyłki roślinne, również nie muszą obawiać się przyjmowania pyłku w tej postaci. W naszej rodzinie mamy bardzo wrażliwego alergika, który bez problemu stosuje różnego rodzaju produkty pszczele. Ostatnio nawet moje 1,5-roczne dziecko dostało propolis (również wytwór pszczół), gdy zmagało się z jakąś infekcją, a na wiosnę planujemy wzmocnienie pyłkiem. Najważniejsze, aby znaleźć pyłek z dobrego źródła, czyli bez zanieczyszczeń i z upraw ekologicznych. Jeśli nadal mamy jakieś obawy – możemy zacząć od małych porcji obserwując reakcję organizmu.



Słyszeliście o prozdrowotnych właściwościach pyłku? Macie własne doświadczenia?

PS. Zdjęcie pszczółki mam od męża :D 


wtorek, 7 lutego 2017

NA KAŻDYM KROKU TRZEBA SIĘ PILNOWAĆ


Dziś będzie krótko o temacie, którego nie będę często poruszać na blogu – kosmetyki. Dokładniej dziecięce kosmetyki. A jeszcze dokładniej – tego, co w nich siedzi.

Jak dobrze, że mój mąż zachował czujność realizując spisaną przeze mnie listę zakupów. Mógł przecież wrzucić do koszyka pierwszy lepszy produkt. Ale nie, on przeczytał skład i wybrał ten lepszy (na ile się dało w naszym wiejskim sklepiku). Na szczęście. Oczywiście nie byłoby tragedii, bo rzecz była nam potrzebna tylko na kilka użyć. Piszę jednak o tym, ponieważ temat denerwuje mnie ogólnie – dlaczego w kosmetykach dla dzieci stosuje się substancje szkodliwe?

Rzecz poszła o puder, taką zwykłą zasypkę. Przetestowaliśmy, że na wstępne zagojenie pieluchowego odparzenia nic tak nie działa jak puder (kremu nie możemy stosować, bo używamy pieluch wielorazowych, a jednorazówki odparzają jeszcze bardziej). Stara gdzieś nam się zapodziała i na gwałt trzeba było kupić nową. Mąż stanął przed półką sklepową, wziął do ręki pierwszą lepszą (znanej firmy!) a tam... aluminium!

Dlaczego ten składnik dodawany jest do kosmetyków, które używają dzieci? Ponadto stosowane jest często na ranki. I tak już tyle tego dostaje się do organizmu innymi drogami i na dodatek nie pozostaje dla niego obojętne, a tu jeszcze w specyfiku codziennego użytku.

Sama używam dezodorantu bez aluminium jako profilaktykę raka piersi (sporo czasu minęło, zanim znalazłam odpowiedni). Szczepionki wybieramy z jak najmniejszą ilością aluminium (dziecko zareagowało odczynem na tę substancję). Kanapek nie zawijam w folię aluminiową. A tu proszę – zwykła zasypka.

Pomyślicie może, że przesadzam...

Jak już kiedyś wspominałam uważam, że kondycja naszego organizmu zależy od tego, co mu dostarczamy. Zarówno w pożywieniu, jak i innymi drogami. Kosmetyki to produkty, które stosujemy regularnie, dlatego moim zdaniem szczególnie trzeba zadbać o ich jakość. Jako mama alergika (szczęśliwie – wyleczonego) wiem, że nie jest obojętne, co nakładamy na skórę dziecka. Na cenzurowanym mamy jeszcze kilka innych składników, ale o tym może kiedyś napiszę w osobnym poście.

Aluminium nie spodziewałam się – stąd moje wkurzenie. Już mi mija ;)

Ciekawa jestem czy Wy unikacie jakiś składników w kosmetykach?