wtorek, 7 lutego 2017

NA KAŻDYM KROKU TRZEBA SIĘ PILNOWAĆ


Dziś będzie krótko o temacie, którego nie będę często poruszać na blogu – kosmetyki. Dokładniej dziecięce kosmetyki. A jeszcze dokładniej – tego, co w nich siedzi.

Jak dobrze, że mój mąż zachował czujność realizując spisaną przeze mnie listę zakupów. Mógł przecież wrzucić do koszyka pierwszy lepszy produkt. Ale nie, on przeczytał skład i wybrał ten lepszy (na ile się dało w naszym wiejskim sklepiku). Na szczęście. Oczywiście nie byłoby tragedii, bo rzecz była nam potrzebna tylko na kilka użyć. Piszę jednak o tym, ponieważ temat denerwuje mnie ogólnie – dlaczego w kosmetykach dla dzieci stosuje się substancje szkodliwe?

Rzecz poszła o puder, taką zwykłą zasypkę. Przetestowaliśmy, że na wstępne zagojenie pieluchowego odparzenia nic tak nie działa jak puder (kremu nie możemy stosować, bo używamy pieluch wielorazowych, a jednorazówki odparzają jeszcze bardziej). Stara gdzieś nam się zapodziała i na gwałt trzeba było kupić nową. Mąż stanął przed półką sklepową, wziął do ręki pierwszą lepszą (znanej firmy!) a tam... aluminium!

Dlaczego ten składnik dodawany jest do kosmetyków, które używają dzieci? Ponadto stosowane jest często na ranki. I tak już tyle tego dostaje się do organizmu innymi drogami i na dodatek nie pozostaje dla niego obojętne, a tu jeszcze w specyfiku codziennego użytku.

Sama używam dezodorantu bez aluminium jako profilaktykę raka piersi (sporo czasu minęło, zanim znalazłam odpowiedni). Szczepionki wybieramy z jak najmniejszą ilością aluminium (dziecko zareagowało odczynem na tę substancję). Kanapek nie zawijam w folię aluminiową. A tu proszę – zwykła zasypka.

Pomyślicie może, że przesadzam...

Jak już kiedyś wspominałam uważam, że kondycja naszego organizmu zależy od tego, co mu dostarczamy. Zarówno w pożywieniu, jak i innymi drogami. Kosmetyki to produkty, które stosujemy regularnie, dlatego moim zdaniem szczególnie trzeba zadbać o ich jakość. Jako mama alergika (szczęśliwie – wyleczonego) wiem, że nie jest obojętne, co nakładamy na skórę dziecka. Na cenzurowanym mamy jeszcze kilka innych składników, ale o tym może kiedyś napiszę w osobnym poście.

Aluminium nie spodziewałam się – stąd moje wkurzenie. Już mi mija ;)

Ciekawa jestem czy Wy unikacie jakiś składników w kosmetykach?


28 komentarzy:

  1. Ja radziłabym zwrócić uwagę na triclosan, który jest często w mydłach antybakteryjnych, pastach do zębów, chusteczkach. Jest on bardzo niebezpieczny bo kumuluje się w organiźmie i potrafi wyrządzić wiele szkód np. osłabić serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam o triclosanie, podobno niebezpieczny jest wtedy, gdy łączy się z chlorowana wodą, czyli np. w mydłach czy właśnie paście do zębów.

      Usuń
  2. Ja mam całą listę substancji :( Detergenty, olej mineralny, parafina, pegi i jeszcze kilka innych z listy od PiggyPEG ;) Mnie natomiast bardzo wkurza i jednocześnie zastanawia, po jasnego grzyba do leków dla dzieci (na przyklad przeciwgorączkowych) wrzuca się syropy glu-fru albo (co gorsze) aspartam, maltodekstryne i inne sztuczności :/ Rozumiem, że słodkie lepiej wchodzi, ale te syropy są tak słodkie, że nawet ja ich nie ogarniam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, jedzenie (w tym leki) to osobny temat :/ Ostatnio trafiłam na syrop słodzony miodem - da się? Ale i tak jak tylko można, lepiej zastąpić domowym :)

      Usuń
  3. Jako pudru polecam mąkę ziemniaczana, u nas sprawdza się lepiej niż nie jeden krem i zasypka :) staram się kupować jak najbardziej naturalne produkty dla małego. Ogólnie to ludzie kupują ekstra dla dzieci, bo lepsze etc a wcale tak nie jest - nie raz odpowiedniki tej samej firmy dla dorosłych są lepsze, a te do dzieci oczywiście drożdże do tego. Tak jest niestety nie tylko z kosmetykami, ale też z jedzeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, znałam zastosowanie mąki ziemniaczanej do kąpieli, a na odparzenia nie. A szkoda, bo była w domu. Następnym razem z wielką chęcią spróbuję :)

      Usuń
  4. Na leczenie odparzenia pieluchowego nic tak dobrze nie działa jak... świeże powietrze. Moja pierwsza niania, która była mega wypadkiem przy pracy, odparzyła mi małą do krwi. Przez trzy dni po każdym przewinięciu Mała po kilkanaście minut pełzała z gołą pupą, błyskawicznie się goiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wietrzenie pupy działa jak nic! Niestety w podróży trudno zastosować, a wtedy właśnie się odparzamy :/

      Usuń
  5. kwestie kosmetyków zostawiłem żonie:P o składach za dużo nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak podział ról w rodzinie ;)

      Usuń
  6. Tak, ja bardzo uważnie czytam składy kosmetyków, a już szczególnie dla dzieci. Niestety producenci czasem stosują zamienniki nazw lub łacińskie nazwy, i czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy co tak naprawdę w nich "siedzi".
    Jeśli chodzi o odparzenia, u nas były rzadko, ale polecam posypywania mąka ziemniaczana- działa cuda i naturalny kosmetyk ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tych nazw jest wiele, podobnie jak w żywności. Jak dla mnie nie sposób wszystko spamiętać, więc jak już coś rozpracuję to na stałe gości w naszym domu :)

      Usuń
  7. Mój mąż też zawsze czyta skład kosmetyków czy nawet produktów spożywczych.
    Ja nigdy nie stosowałam pudru zawsze tylko im wyłącznie maką ziemniaczana. Goi lepiej niż najlepsze kosmetyki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mąka ziemniaczana to hit ;) następnym razem (oby nie było;) na pewno spróbujemy.

      Usuń
  8. Tez przezylam szok kiedy kompletowalam wyprawke dla naszego malucha i zaczelam sie interesowac skladami kosmetykow. Idac kategoriami ktore sobie zalozylam,( ze pewnych substancji nie chce widziec w kosmetykach mojego dziecka ), poza kilkoma produktami które mozna było policzyc na palcach jednej reki nic sie nie nadawalo. To straszne, bo wiele ludzi nawet nie mysli o tym, kupuja kremik bo ladnie pachnie albo ma poreczne opakowanie, a to nie wszystko... Ech, szkoda gadac. A jakiego uzywasz dezodorantu? Bo ja próbowalam z Alterry z rosmana i Cristal ale zaden sie u mnie nie sprawdza, dodatkowo ten drugi tragiczny w aplikacji... :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze myślałam, że to co ma najprostszy skład jest najlepsze - niestety skóra mojego małego zweryfikowała ten pogląd bardzo szybko :/ Odnośnie dezodorantu próbowałam tych co Ty - niedawno przeczytałam że ałun wcale nie jest zdrowy, natomiast z alterry wydaje się dobry, niestety w mojej pracy w ogóle się nie sprawdza, tak więc przerzuciłam się na aloesowy.

      Usuń
  9. Ja zawsze czytam składy. Puder to tylko maka lub skrobia ziemniaczana. Krem ziajka lub linomag, nie kupuje tych reklamowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My unikamy parafiny i wazeliny, tak więc oba kremy odpadają. Ale prostota sposobu z mąkami bardzo mi się spodobała, więc na pewno przerzucimy się na to :)

      Usuń
  10. Przyznaję bez bicia, że nie czytam, może dlatego, że jeszcze nigdy nic nam nie zaszkodziło....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dawniej nie patrzyłam tak na kosmetyki (prócz dezodorantów), bardziej zwracałam uwagę na jedzenie. Ale od kiedy pojawiło się na świecie moje młode i miało problemy ze skórką, zaczęłam analizować składy.

      Usuń
  11. Przyznam szczerze, że i ja niespodziewałam się takiego składnika w kosmetykach. Ja staram się unikać kosmetyków do makijażu, bo praktycznie każdy mnie uczula.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Delikatna skóra wysyła pierwszy sygnał alarmowy. Moja w ciąży się buntowała, ale wtedy nie miałam jeszcze wiedzy i trudno było mi znaleźć przyczynę problemów.

      Usuń
  12. Jeśli chodzi o skład kosmetyków dla dzieci, to nie jestem zbyt uważna w jego śledzeniu, i widzę, że to wielki błąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie błąd, ale jak się okazuje w gąszczu sklepowych ofert można spróbować wybrać coś obiektywnie lepszego ;)

      Usuń
  13. ja też nie czytam. mam swoje ulubione, które nigdy mnie nie uczuliły i ich się trzymam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukiwania zaczynają się zwykle gdy pojawia się problem, przynajmniej u mnie tak było ;)

      Usuń
  14. Ja nei sprawdzam tak składu wszystkich produktów... (a mój mąż to już w ogóle). Wychodzę jedynie z założenia, że jak nie trzeba jakichś kosmetyków używać to po co je stosować? Dla naszej Małej używamy mało kremów itp. I choć ma już 13 mcy nie miała jeszcze nigdy odparzenia pieluszkowego, z drugiej strony na to pewnie ma także wpływ genetyki i każde dziecko będzie miało inaczej. Bardziej panikuję jeżeli chodzi o jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swojego bzika... i wychodzi na to, że chyba mam dwa ;) A minimalizm kosmetyczny (i nie tylko) popieram całkowicie :D

      Usuń